środa, 19 lutego 2014

Po sesji i w jeszcze trwającej przerwie od szkoły, czas nadrobić zaległości;)

Witam Was kochani. Trochę się działo przez ostatnie 2 miesiące. przepraszam że nie dałam znaku życia, przez tyle czasu - nie miałam zbytnio czasu aby napisać posta, ale po kolei.
Po pierwsze...
Styczeń to był czas oddawania zadań i prac semestralnych a także pisania kolokwiów i zaliczeń, czyli miałam bardzo mało czasu wolnego dla wszystkich. Początek lutego to sesja która była dla mnie bardzo męcząca, ale dałam radę, na całe szczęście. Zaraz po egzaminach wybrałam się z koleżankami świętować udaną sesję. Tak naprawdę świętowałyśmy dwa razy. Pierwszy raz w miescie w klubie ( było fajnie, wsród znajomych dziewcząt, robiłysmy toasty potanczylysmy troche, no i poznałam kolesia młodszego niestety ode mnie, ale to szczegół). Druga impreza z dziewczynami była w pobliskiej dyskotece, już po powrocie na prawie 2 tygodnie do rodziców (było inaczej, ale też fajnie, poznałam bardzo fajnego chłopaka, z którym mam zrobione zdjęcie i on znalazł mnie na fb, tylko że - no właśnie - nie wymieniłam się z nim numerem telefonu, ale to da się nadrobić. nie wiem tylkoczy warto robić mu nadzieję, gdyż jest młodszy ( w wieku mego brata, a z młodszymi chłopakami nigdy mi się nie udawało) no ale w kazdym bądz razie spróbowac można.
Co dalej....
Podczas, gdy byłam u rodziców, natrafiłam na remont w domu. Tak więc miałam całe półtora tygodnia na pomoc rodzinie w ogarnięciu domu. Przyznam szczerze, roboty było bardzo dużo musiałam ścierać kurze, myć podłogi nawet po kilka razy dziennie bo brudzili, prać dywany itp. Na szczęście skończyłam i mogłam wrócić do siebie.
Jak spędziłam walentynki?
Nio właśnie, to b. dobre pytanie. Powiem tak, pamiętacie jak wam mówilam o tym chłopaku co do mnie startował - oszukał mnie, i zranił. Po prostu, pisał cały czas ze swoją byłą, nawet kiedy był ze mną, ponadto poszedł z nią na studniówkę, czego nie mogłam mu wybaczyć. Tak więc przestałam się do niego odzywać, zerwałam z nim wszelki kontakt. Więc co z walentynkami? 14 lutego, pojechałam na imprezę z bratem do pobliskiego klubu. Powiem Wam szczerze, że poznałam znowu kolesi, młodszych, ale pomyslałam lepszy rydz niż nic, i z nimi się bawiłam przez cała imprezę. Powiem też szczerze że nie spodziewałam się że mój były chłopak na niej też będzie. Nie miałam zamiaru się z nim bawic wiec dlatego imprezowalam z innymi. Ten jak mnie w innym towarzystwie zobaczył to się wściekł nas mnie, ale sceny nie zrobił w klubie na całe szczęście;) Dopiero na fb mi wygarnął co jest grane, ale - to już skończona historia z nim. Mimo wszystko, walentynki mi się udały;)
Co dalej...
Los tak chciał, że nie spotkałam się z przyjaciółkami przez ostatnie 2 tygodnie, znów nie mogłyśmy się zgrać. Mam nadzieję, że kiedyś to nastąpi, chociaż z 1 z nich się spotkałam, na dworcu, jak żeśmy wracały z innych miast. Chociaż z tego jestem zadowolona i mam nadzieję, że  nie zapomną o mnie i że się kidyś wszystkie spotkamy.
Co teraz...
Teraz, tzn przedwczoraj wróciłam do miasta, i probóje pisać moją pracę dyplomową. Oj muszę się zmusić, nie ma co narzekać, gdyż czasu coraz mniej zostało.
Zbiegów okoliczności ciąg dalszy...
 W poniedziałek ni stąd ni z owąd, pewna pani (tak gdzieś 50+) w miejskiej komunikacji, jadącej na moje osiedle, zagadała do mnie tak po prostu. Po dłuzszej rozmowie, dowiedziałam się że mieszkamy obok siebie, i ona także mieszka sama ale w innym bloku. Zrobiło mi się jej trochę żal, a jej jest smutno, że jest i mieszka sama, nawet nie ma z kim pogadać, tak od czasu do czasu. Dlatego też jestem zaproszona do niej na pogaduchy, kiedyś tam jak znajdę czas. Z pewnością dotrzymam jej towarzystwa w wolnym czasie, gdyż uważam, że trzeba sobie pomagać nawzajem:) W końcu to moja nie aż tak daleka sąsiadka;)
Mam jednak problem innej natury...
Nio właśnie. Jest ktoś, o kim ciągle myślę, praktycznie bez przerwy. Pamiętacie jak Wam pisałam w listopadzie zeszłego roku o randce z przystojniakiem?. Nie mogę o nim zapomnieć. To niesamowite i niebywałe, wgl jak to możliwe, że minęło tyle czasu,  spotkałam się z nim tylko raz, a ja wciąż o nim myslę. Może to fakt iż był mega zajebiaszczo przystojny, najprzystojniejszy z chłopaków których dotychczas poznawałam i z ktorymi chodziłam. Może to fakt że podobał mi się bardzo, był starszy ode mnie i wysoki. Jednak przypomnę - był on moim totalnym przeciwieństwem, jeśli chodzi o charakter, co zdążyłam zauważyć. On przystojny i bardzo wysportowany i do tego żołnierz, ja przeciętna, on śmiały ekstrawertyk ja cicha spokojna i nieśmiała introwertyczka. On bardzo rozmowny, ja prawie nic nie mówiłam, on strasznie porywczy i energiczny, ja sztywna i powolna. Jedyne co nas łączyło to podobne dzieciństwo, podobne upodobania kulinarne i troszkę podobne zainteresowania. Tak więc, on sam się do mnie pierwszy nie odzywał więc ja też się do niego nie odzywałam smsowo później do niego, bo stwierdziłam że to nie ma najmniejszego sensu, za dużo różnic a za mało podobieństw było między nami. On może mieć każdą, gdyż jest wysoki przystojny i pewny siebie, energiczny, wygadany - marzenie każdej dziewczyny. Wręcz powiedziałabym, że nie może się opędzić od dziewczyn. Widziałam, jaki wzbudzał zachwyt i zazdrość wśród mijanych na ulicy dziewcząt, które tak jak ja wodziły za nim wzrokiem, jak przechadzałam się z nim po mieście na pierwszej i niestety ostatniej pamiętnej randce w ciemno. Dlaczego w ciemno? Bo umówiła nas koleżakna, na rynku, pamiętam, że nawet nigdy wcześniej się nie widzieliśmy na oczy. Ale nie oszukujmy się, gdyby tak nie postąpiła ta koleżanka, on nawet by na mnie nie spojżał, gdybym szła ulicą. Po tym spotkaniu odniosłam wrażenie, że nie byłam w jego typie.Nawet powiem więcej, nie potrafiłabym go utrzymać przy sobie, sam by mnie zostawił, prędzej czy później. Ja szukam nieco innych priorytetów. Mój chłopak ma być charakterem podobny do mnie as nie być całkowitym przeciwieństwem. Tak postąpiłam a teraz cierpię (kurde no:( ). Ale z 2 str, może i dobrze się stało, znajdzie sobie lepszą fajniejszą dziewczynę, z odpowiednimi wymiarami itp itd. echhhhhhhh:/ mam nadzieję że to zauroczenie mi przejdzie kiedyś, byle tylko nie trwało to rok, bo będzie bardzo źle.
Perspektywa na nadchodzące dni - mam nadzieję że moje samopoczucie się poprawi, i że wreszcie zmobilizuję się do pracy, bo jak na razie idzie mi to b. ciężko. Póki co, będę sobie mówiła myśl pozytywnie - może to coś zdziała.
Tymczasem pozdrawiam Was serdecznie i do następnego postu kochani;)

piątek, 3 stycznia 2014

Po świętach i po sylwku, czas się obudzić z nowymi siłami, skończyć z imprezowym szaleństwem i wziąść się do roboty! ;)

Hej;) Witam Was Kochani, w Nowym Roku 2014;). Dużo się ostatnio wydarzyło i dawno nie pisałam, tak więc jest o czym pisać.

Zacznę od początku
Wróciłam na święta do rodziny. i co? Nic szczególnego. Pomogłam mamie w przygotowaniu świątecznych specjałów. Wtedy nikt nas nie odwiedził, ale... dostałam od rodziców b. ładny prezent na święta - łańcuszek z serduszkiem;)
Co dalej...
W pierwsze święto, wybrałam się na imprezę, do jednego z pobliskich klubów. Wybrałam się na nią z bratem i z jego znajomymi dziewczynami. Z nimi impreza była mega.  Na niej poznałam chłopaka, z którym trochę pogadałam i muszę stwierdzić, że jest podobny z charakteru do mnie i dodatkowo miał podobne przeżycia z rodziną, głównie rodzicami co ja. Pomyślałam sobie-dobra, choć nr telefonu od niego wezmę.
Następnie...
W drugie święto, już nie było tak kolorowo, jak w pierwsze. Przyznaję, nie miałam udanej imprezy gdyż byłam bez ekipy, z którą byłam w pierwsze święto, pozatym, byłam w zupełnie innym klubie. M.in. przez to nikogo nie poznałam.

Potem przyszła sobota i następna impra, na której, byłam z koleżanką ze studiów. Na niej, poznałam 3 chłopaków.
W niedzielę wybrałam się z chłopakami poznanymi na imprezie, na pizzę do pobliskiego miasta. Było super, gdyż nikt mnie tak nie rozbawił już dawno, jak oni;)
W poniedziałek miałam w domu kolędę. W dodatku, pochodze ze wsi, tak więc tu wyznacza się osoby, które wożą księdza po wsi. W tym roku to naszej rodzinie, przypadło księdza wozić od domu do domu. Tak więc ksiądz poświęcił dom, pogadał z nami i poszedł w dalszą drogę, odwiedzać sąsiadów.

Na sylwka, nie planowałam że gdzieś się wybiorę. Kolega, który kiedyś chciał ze mną chodzić, ale nie wyszło, zapraszał mnie do spędzenia sylwka z nim własnie. Mówił że sam po mnie przyjedzie i odwiezie mnie całą i zdrową, że nic mi się nie stanie. Jednak, było to zbyt podejżane i bardzo spontaniczne, dlatego odmówiłam mu, ale do dziś, utrzymuję z nim kontakt smsowy. Dlatego też, na sylwestra, wybrałam się z bratem do tego samego klubu, w którym byłam w pierwsze święto. Początek tej imprezy zapowiadał się nieciekawie, jednak po godzinie czasu, na impr zjawili się koledzy, których poznałam w pierwsze święto. To własnie z nimi, a w szczególności z tym chłopakiem właśnie spędziłam sylwestra. Muszę przyznać, że na tym sylwku, traktował mnie on jakbym była jego dziewczyną, więc było super;) Nowy Rok dzięki temu, zaczął się dla mnie bardzo szczęśliwie;)

W nowy rok, wieczorem, odwiedził mnie chłopak, który spędził ze mną sylwka. Było fajnie, pogadaliśmy sb, przez to trochę się już znamy.
Następnie...
Od wczoraj wróciłam do miasta, i wreszcie mogę szczęśliwie wziąść się za robienie zadań na uczelnię, a przyznam szczerze, że jest ich b. dużo. Niewiele zrobiłam, dlatego tymbardziej muszę się z nimi wyrobić na czas
Co teraz...
Cały czas zastanawiam się, czy uda mi się stworzyć związek na odległość, z chłopakiem poznanym na imprezie. Nie wiem jak będzie, czas pokaże czy nam się ułoży. Przyznam że jest bardzo w moim typie. Nie za piękny, powiedziałabym przeciętny, starszy - ma 24 lata, wyższy ode mnie, ma zrobione prawko i samochód (nie ważne że jest zwykły, ważne że ma i nim jeździ). Tylko, że, no właśnie i znów jest ale - nie przypadł moim rodzicom do gustu, gdyż jest bardzo biedny, na tą chwilę nie ma pracy, ale ma masę pomysłów. No i ma ojca pijaka - a to chyba najgorsze co może być. Tak więc mowię, nie wiadomo jak z nami będzie.
Pozdrawiam Was bardzo serdecznie w karnawale. I co? - do kolejnego postu;) 3-majcie się:).

środa, 27 listopada 2013

Dni mijają, obowiązki wzywają, dawne sympatie powracają.... a jednak, znajduję w sobie siłę, by sprostać tym zadaniom. I staram się nie wahać długo. I o to w tym wszystkim właśnie chodzi!

Hej;) Wreszcie mam chwilę, żeby napisać kolejnego posta. Co u mnie? - jak to co, normalka. Chodzę do szkoły, mam masę prac do zrobienia, od niecałych 3 tygodni skończyłam z imprezami - nie mam czasu żeby się z koleżankami gdzieś wybrać(z resztą, niedługo adwent, to tymbardziej nie powinnam). Jednak, muszę przyznać, że w zeszłych tygodniach trochę się wydarzyło.
3 tygodnie temu, byłam na weselu swego kuzyna. Było fajnie, choć muszę przyznać, że nie wybawiłam się:( Jak dobrze wiecie, jestem singielką, tak więc byłam na tym weselu bez partnera, ale za to wśród rodziny;) Przynajmniej sobie pogadałam, i potańczyłam z bratem i z tatą. W sumie nic szczególnego.
Potem, jakieś 2 tyg temu, odezwał się do mnie mój były. Miał w tym swój cel, a mianowicie - chciał spróbować ze mną jeszcze raz. Jednak ja się na to nie zgodziłam, z prostych powodów:
po 1 - wiem do czego on jest zdolny -on nie potrafi być wierny, zostawił mnie na dyskotece, i nie poczuwa się do winy. Co więcej, uważa że to moja wina, bo że za mało się nim interesowałam, co prawdą nie jest, gdyż zawsze byłam przy nim i mu pomagałam.
po 2 - on  jest za bardzo kochliwy, wylewny i męczący - kochliwy - bo szybko się zakochuje, wylewny - bo użala się nad sobą, i lubi "wypłakiwać się dziewczynie w rękaw" - jak dla mnie to mięczak. Męczący - gdyż lubi zasypywać smsami - jak dla mnie to strata czasu i pieniędzy.
po 3 - za to pocieszanie, czy moją pomoc dla niego, nic nie daje w zamian od siebie, nawet nie pochwali, nie powie dobrego słowa. Powiem więcej - uważa że moja łaska się jemu należy - cóż za arogancja i bezczelność!Chociaż nigdy tak wprost nie mówił, takie odniosłam wrażenie.
po 4 - on mnie szpieguje, a ja nie lubię takich osób.
po 5 - prowadzi gospodarstwo rolne, z hodowlą. Kiedyś powiem Wam że mi to nie przeszkadzało, teraz jednak tak. Przejrzałam jego zamiary. On powiela schemat gospodarzy na wsi - skąd ja pochodzę, i gdzie mnie rodzice w podobny schemat starali wychować.  Czyli rola kobiety = typowa kura domowa i pomoc w gospodarstwie i oprzątaniu. (Dowiedziałam się od niego, że z tego powodu, dziewczyna dla której mnie zostawił, od niego odeszła. Wszystko mi opowiedział. A więc tak: po 1 -była z miasta, i nie chciała pomagać w gospodarstwie, bo się na tym nie zna. Po drugie, ona jest po studiach a on po technikum, więc praktycznie niedużo ich łączyło, a więcej dzieliło. Co więcej, on nie chciał, żeby ona pracowała zawodowo, tylko w domu pracowała, jej to nie odpowiadało - dlatego myślę, że to wszystko było powodem jej ucieczki).
Teraz, chciałabym jej pogratulować, bo moim zdaniem dobrze zrobiła. Ten związek, byłby dla niej męczarnią całkowitą.
Dlatego też, z tych właśnie powodów, ja nie zgodziłam się na powrót do niego. W zeszłym tygodniu, kazałam mu się zmywać - no i odszedł, z wielką niechęcią i ogromnym ciężarem mu to przyszło, ale dał mi w końcu spokój z tymi smsami i dzwonieniem. Teraz mam przynajmniej święty spokój, i mogę skupić się na rzeczach ważnych, a nie na nieistotnych.
Co teraz? U mnie zaczyna się już świąteczny nastrój. Zaczynam w wolnych chwilach powoli słuchać piosenek świątecznych. Z resztą, wczoraj rano już padał śnieg, jest chłodno, a ja chodzę już w zimowej kurtce. Co więcej - siedzę wtulona w koc, delektuję się kiślem na kubek - jest pyszny i rozgrzewający, w sam raz na takie wieczory jak dziś. Tak wyglądają  uroki studenckiego życia;)
Kiedy wracam w odwiedziny do starych? To b. dobre pytanie, w ten weekend na pewno nie - mam zawalony pracami, do zrobienia, ale w następny - to już będą Mikołajki, więc może wtedy, ale jeszcze pomyślę. To zależy od tego, czy ankiety do pracy dyplomowej, uda się pani promotor sprawdzić. Jak będą oki, to mogę już ruszać w teren. Czas pokaże, jak będzie.
No cóż, to się Wam wyżaliłam co mi na sercu leży.
P.S. Jeśli jeszcze nie oglądaliście, to polecam, w ten piątek Listy do M. Byłam na tym filmie w kinie, 2 lata temu, jak dla mnie jest świetny, taki świąteczny, aż od razu się ciepła atmosfera świąt wokół robi, choć to jeszcze trochę za wcześnie - w święta mogliby to puścić na antenie.
Teraz pozdrawiam Was serdecznie  i cieplutko - do kolejnego postu;)

wtorek, 5 listopada 2013

Imprezy, zabawy, chłopaki... oj trzeba się wyszaleć, przed pisaniem pracy i przed kolejnymi tygodniami, zawalonymi robieniem zadań i nauką;)

Witam Was serdecznie. Co tu dużo mówić, jestem po weekendzie, i muszę stwierdzić że byłam w sobotę na imprezie. Z bratem, kuzynem i jego kolegą. Bawiłam się świetnie, gdyż grał zespół Clubbase. Pozatym, poznałam chłopaka - przystojny, wyższy ode mnie, tylko że - no właśnie, młodszy:/ Niby tylko rok różnicy, ale jednak ją widać:/ Muszę zakończyć tą znajomość, tak samo jak i z innym kolesiem, którego kiedyś na impr poznałam, a wciąż sie do mnie odzywa.
By the way...
Pozostał mi pewien niedosyt, po randce z przystojniakiem, o którym pisałam w poprzednim poście. Dziś zapytam się kolezanki - co nas swatała, czy woec niej tez sie tak zachowywał. Może też się czegoś dowiem. Ale, jak to mowią: nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, a także: człowiek uczy się na błędach. Mam nadzieję, że i ze mną też tak będzie.
Ostatnio...
Pamietacie jak Wam pisałam o chłopaku, który mnie w supermarkecie zaczepił? Wczoraj też mnie spotkał. Przypadek? - tak myślę to b. możliwe.  Z naszej krótkiej rozmowy, dowiedziałam sie tylko jak ma na imie i gdzie pracuje. Nawet nie poprosił mnie o nr tel, ani ja jego. Kurczę, a szkoda nawet b szkoda. Jest mozliwy - inteligentny, wysoki chudy, z okularkami na nosie (zapomniałam dodać, że inteligentów też uwielbiam;) Z reszta kto wie, czas pokaze czy jeszcze sie w tym supermarkecie spotkamy;). Póki co, nie tracę nadziei.:)
Jednakże...
Cos się ze mną dzieje. Nie wiem czemu, ale dość często myślę, o takim kolesiu, co pól roku temu konczył tą szkołę. Jest 3 lata starszy i studiował na innym kierunku niż ja. Jednak, widziałam że sie jemu podobam, często sie na mnie ukradkiem partzył. Ale nigdy sie nie starał mnie poznac. Coś mnie w Nim intrygowało, jednak nie jestem w stanie stwierdzic, co dokładnie. Myślę że charakterem i trochę podobnym, wydawał mi się do mojego ojca, mozliwe ze przez to, darzyłam go niewyjasnioną (jakąś tam w pewnym sensie) sympatią. Zagadkowym było też to, że gdy mijaliśmy się na korytarzu w szkole, czułam takie ciepło w brzuchu,, dosłownie, kiedy czułam jego wzrok na sobie, czułam takie przyjemne mrowienie. Jednak, byliśmy tylko na cześć. Kurcze;), nie mogę sobie o tym przypominać. Niedobrze, bo teraz, choć wcale nie chcę, to często o nim myslę. O rety, muszę z tym skończyć, bo to źle wróży, i zniszczy mi psychikę. Mam nadzieję, że się nie zakochałam, bo to byłaby całkowita katastrofa. Nieeee, muszę zając się szkołą, to jest dla mnie najważniejsze. On szkołę już skończył, już nie mieszka pewnie w tym miescie, tylko znalazł sb prace, może nawet i dziewczynę, czego nie jestem pewna. Dobra, koniec z tym, pora wziąść się do roboty, jak zawsze.
Anyway....
 Dziś wybieram się na następną imprezę - a mianowicie - urodziny mojej koleżanki. Mam nadzieję że będzie to udany wieczór;)
Pozdrawiam wszystkich i czekajcie na relację z zabawy, w moim poście.
Tymczasem-trzymajcie się;)

piątek, 1 listopada 2013

Wszystkich Swietych... randka z przystojniakiem.... zmarnowana szansa... mozliwa impreza. Kiedy codziennosc staje sie niecodziennoscia

Witam Was kochani. Dziś jest święto Wszystkich Swietych. Dzień odwiedzania grobów bliskich i przypominania sobie chwil, kiedy jeszcze zyli, wgl. pamięci o nich, a także spotkań z rodziną. U mnie to swieto wyglada, zazwyczaj podobnie. Rano odwiedzam z rodziną groby bliskich, w różnych miejscowościach, potem zazwyczaj o 12. jest msza sw, (wtedy też spotkałam się z rodzina)a po niej wracam do domu.Od jakiegos czasu też, jeździmy z rodziną oglądac wieczorem kolorowe światełka na grobach. Dzis tez bylam i musze przyznac, ze to b piękny widok. Po prostu uwielbiam;)
Przyjaciolki...
Zastanawiam sie, kiedy sie z wami spotkam, kochane. W ten weekend chyba nie, bo zjezdzam w niedziele juz, a jutro na impreze pojade moze, wiec naprawde nie wiem. Strasznie nad tym ubolewam:/ Jest mi smutno i przykro:( Wgl co to za sprawiedliwosc ze ja moge tylko w niedziele odwiedzac znajomych a brat moze kiedy chce, to nie fair:( Zalezy od taty, czy mi woz pozyczy, czy tez nie. Mam nadzieje, ze kiedys to w koncu nastapi, bo zapomnimy o sobie, a to juz fajne nie bedzie:( Wiedzcie, ze cokolwiek sie stanie, dobrego czy zego, zawsze bede po Waszej stronie i zawsze bd o Was pamietac, chocby nie wiem co;)
Sprawy sercowe...
O ile to tak można nazwac. Nie wiem czemu, ale nie mam szczescia w miłości. i to naprawdę:(. Z resztą opowiem Wam, co mi się przydarzyło ostatnio.
A więc, zaczne od samiuśkiego począteczku;) Moim kolezankom ciągle nie pasuje, że jestem sama ( ogólnie wyglądam na smutną z tego właśnie powodu) więc jedna z nich postanowiła mi da nr do swojego kolegi, który nie ma  aktualnie dziewczyny. Powiedziała "tylko odezwij sie do niego, a on na pewno ci odpisze". opisała go dośc szczegółowo " Ma na imię .... jest przystojny, inteligentny, wysoki, starszy. Pomyslałam, pewnie wkręca, ale co tam, sprobuje, moze warto? Jak sie pożniej okazało nie było warto, bo ten chlopak okazał sie byc zwykłym napaleńcem i tyle. Ale po kolei.
No więc odezwałam się kilka dni później, do niego. Wkręciłam że pomyliłam numery, że pisałam do innego chłopaka, który ma tak samo na imię jak on. Musze stwierdzic ze nie do konca chwycil przynete, ale ucieszył się mimo wszystko, że tak miło i fajnie się jemu ze mną pisało. Cieszył się też, że w ten dziwny sposób poznał kogoś nowego. Nazajutrz zaproponował mi spotkanie. To mnie bardzo zaskoczyło, gdyż pomyślałam wczoraj z nim pisałam a dzis juz chce sie spotkac, to dziwnie podejżane. Przekonał mnie tym, że akurat tego dnia był w mieście w którym studiuje, i nie wiedział sam kiedy następnym razem tu zagości, więc się zgodziłam. Jakiegoż ja też miałam stracha, pomyślałam, rety, to jakis napaleniec, albo dziwny koleś, że juz tak szybko chce sie spotkac, ale do rzeczy. Wczesniej napisałam mu jak wygladam, zeby mnie rozpoznał na miejscu (zaznaczam że nigdy sie wczesniej nie widzielismy, ja jego po portalach spolecznosciowych nie szukałam ,z reszta on mnie tez, wiec to była 1 wielka niewiadoma, i to było nasze pierwsze spotkanie, taka randka w ciemno) Gdy przyszłam na umówione miejsce spotkania, na konkretną godzinę, moim oczom ukazał się ideał mężczyzny - wysoki, szczupły, wysportowany, dośc umięsniony i bardzo przystojny brunet, ubrany niczym model. Z wrażenia aż mi szczęka opadła (mówiąc w przenosni oczywisciexd). Ach ta moja słabosc do przystojnych facetów;)Uszczypnełam sie dyskretnie w rękę, zeby sprawdzic czy ja snie. Jak się okazało,  to nie był sen! To była najprawdziwsza rzeczywistośc;) Okazał się byc dzentelmenem. Na poczatku wytlumaczyl mi ze sie spoznil i wgl czemu. Potem przeparkowal samochód, aby miec blizej do niego dostep. Odnioslam wrazenie ze chyba mu sie spodobałam, bo juz na samym poczatku mnie skomplementował i prawie non stop prawie patrzył sie na mnie swymi slicznymi oczetami, az mi sie goraco robilo, i zaczelam sie peszyc. Od razu zauwazyłam ze to bardzo porzadny, bystry i wygadany chlopak, po prostu wulkan energii.Poszliśmy na lody. On opowiedział mi sporo info o sobie i sporo sie o nim dowiedziałam. Zołnierz, prawie konczący studia, lecz ateista, ojciec bogaty, wysoko postawiony, matka średniozamożna, w sklepie odziezowym pracujaca. On sam, jak na ta chwile biedny, (jezdzi takim rabnietym gruchotem, powiedział ze nie stac go na porzadny samochod, no ale kogo stac w dzisiejszych czasach?), mnie tez nie stac, bo jestem studentką na utrzymaniu rodziców, pieniądze nie są dla mnie ważne, liczy się człowiek. Ale powiedział ze sie dorobi;) Paradoks gonił za paradoksem.Jednak, kiedy tak mówił, z superciacha, którego poznałam na samym początku, mówiąc metaforycznie blednął mi w oczach. Stał się zwykłym, i myslałam ze tez normalnym i porzadnym chlopakiem. Zauwazylam kilka wad. Np, on wszystko bierze do sb wszystko strasznie doslownie. Jest strasznie porywczy. Trzecią wadą jest to, że on jest taki kochliwy tzn. ze już na 1-szej randce potrzebuje dotyku ciepla czulości (non stop sie do mnie przytulał, na co mu pozwoliłam, i próbował mnie pocalowac, ale sie nie dalam- sorki ale staram sie byc porzadna i zachowywac sie przyzwoicie, calowanie sie na 1 szej randce nie lezy w mej naturze, mam swoje zasady ) Uznał mnie chyba za jakąś oziębłą czy coś, bo zaczal sie inaczej zachowywac, tzn zachowywal dystans do mnie, i juz tak niechetnie ze mna gadal.Podczas randki non stop odzywały się moje wszystkie kompleksy - zostaw go w spokoju, on jest za ładny dla ciebie, nie jestes jego warta. Czulam sie nieswojo, po prostu nie wierzyłam ze ktos tak przystojny, moglby zainteresowac sie kims takim przecietnym jak ja. Na koniec randki, zaproponowal mi zabawe haloweenowa, która sam organizowal, ale odmowilam, bo chcial mnie przenocowac u siebie, tzn nie odwiozlby mnie do mego domu. Domyslam sie, co moglby mi zrobic, jak dla mnie, to za wczesnie na takie wypady. Na koniec randki, zaproponowal, ze mnie odwiezie (kurcze pelna kulturka, nie spodziewalam sie tego po nim). Pomimo wielu obaw, i zapewnieniu przez niego, ze nic mi nie zrobi zgodzilam sie, i odwiozl mnie na osiedle, a nawet wiecej, pod sama klatke schodowa mnie odprowadzil. Lecz nie rozumiem tego bo, teraz sie chyba obraził, już od tygodnia nic mi nie odpisuje na sms nie dzwoni, wgl nie daje znaku zycia. Dla niego przestałam istniec. Zastanawia mnie tylko czy to moja wina? Bowiem wtedy, dzień po spotkaniu miałam wesele mojego kuzyna, w którym On chciał też uczestniczyć, ale że było za późno, aby kogokolwiek się spytać o zgodę, odmowiłam. I może to było tak zwanym "gwoździem do trumny", bo już potem się nie odzywał wcale. Nie wiem, co mam o tym myslec. Moze i lepiej, ze tak sie stalo, on był jak to mowia - goracokrwisty a ja jestem zimnokrwista, tzn ze mam mniejsze potrzeby w czulosci niz on. Moge tylko sie domyslac i spekulowac, ze on do mnie nie pasował, bylam jego prawie całkowitym przeciwienstwem, on ekstrawertyk ja introwertyczka, on z miasta, ja ze wsi, ja katoliczka on ateista i cała masa innych. Odzywaja się od czasu do czasu moje mysli - no tak, to bylo zbyt piekne by moglo byc prawdziwe, przeciez ta znajomosc od poczatku zle rokowała. Mam przynajmniej nauczkę na przyszłośc.

Chłopaków obserwacja ciąg dalszy...
Nie poddałam się po tym doswiadczeniu. Nadal oglądam sie za chłopakami. Po raz pierwszy w zyciu, musze stwierdzic, ze warto byc młodym i mieszkac w miescie. Ach te podróże komunikacją mejską, i obserwacja wielu przystojnych studentów bez konca (robie to tak dyskretnie, ze zaden z nich nie zauwaza, ze ich obserwuje, i to jest super;) i dobrze, bo przynajmniej, podróż od razu mi się umila, mogąc się na nich patrzec;)Ostatnio wpadł mi w oko pewien student, ktory wraz ze mna wracal 1 autobusem w moje rodzinne strony. Ach jak przyjemnie, było mi sie na niego dyskretnie spoglądac (z jego strony zero odzewu, z resztą jak zawsze, bo ukrywam to, że niby obserwuję kolesi;) poprawa humoru gwarantowana;)

Jutro moze brat mnie zabierze na jakies halloweenowe party, w pobliskiej miejscowosci, ale to jeszcze nie jest pewne. Ja tam zawsze jestem chetna, jak cos;)
Dzia ze jestescie ze mna kochani, dziekuje za czytanie moich postow, i czekajcie na nastepny. Mam nadzieje, ze bedzie sie dzialo. Tymczasem pozdrawiam;)

poniedziałek, 21 października 2013

Imprezy, nowe znajomości, studenci - nie ma to jak sztuka podrywu, której cały czas się uczę od ekspertki;) Ale, muszę przyznać, że przede mną jeszcze długa droga.

Witam ponownie;)
Prawdę mówiąc, niewiele wydarzyło przez ten, i ubiegły tydzień, ale po kolei.
Co u mnie...
Stwierdzę to tak - jakoś leci! W tym roku piszę pracę licencjacką, więc będę miała z tym full roboty, ale- póki co, jak narazie jest dobrze, obowiązków nie za dużo ale też i nie za mało- tak w sam raz;)
Do domu zjeżdzam, pod koniec tego tygodnia, z racji b. ważnej sprawy, którą muszę wtedy załatwić, o ktorej wam kiedys powiem. Ogólnie, teraz będę dużo częściej jeździć w rodzinne strony, a to z tego względu, iż wiąże się to z badaniami, które muszę wykonać, gdyż są mi one potrzebne, do wykonania pracy. Dlatego też, możliwe, że w końcu spotkam się kiedyś z moimi przyjaciółkami w komplecie. Mam taką cichą nadzieję;)

Imprezy, kluby.... zabaw i melanżów (jeszcze, choć za chwilę to się zmieni) czas;)
Wiadomo, w wirze szkolnych obowiązków, trzeba czasem znaleźć chwilkę wytchnienia. Tak więc, w tamtym tygodniu, wybrałam się z koleżankami (z roku i nie tylko) do jednego z miejskich klubów. Jak to bywa na tego typu imprezach, (z racji tego, że byłyśmy w większej grupie dziewcząt) rozdzieliłyśmy się na jakiś czas, i chodziłyśmy po klubie, bawiłyśmy się, itp. Ja akurat, byłam z koleżanką, która zawsze na imprezach ma wzięcie, ale też i sama wyrywa kolesi (ma wyrobione zagadywanie- jak to mówi- lata praktyki czynią swoje;). Tak było tez i teraz.  Wyrwali nas kolesie.Tylko ze - no własnie i znów musi być coś nie tak. Mówiąc do rzeczy,chłopak, któremu przypadłam do gustu zachowałsie dziwnie. Wymieniliśmy się numerami tel, jednak on zastrzegł, że lepiej, żebym to ja się do niego odezwała pierwsza, czy to w smsach czy w połączeniach - niewazne, gdyż on nie lubi pierwszy się do dziewczyny odezwać - tak mi powiedział. Na drugi dzień po impr odezwałam się pierwsza, to odpisał. Potem odpisywał coraz mniej. Z drugiej strony, pomyślmy, ile można?.Teraz, wygląda to tak, że czy do niego pisze czy np dzwonie, to wgl go nie obchodzi, bo się nie odzywa. Nic złego nie zrobiłam, nie obraziłam nie narzekałam, nie krytykowałam, a on sie tak zachował. Nio, to muszę stwierdzić że trudno, nie spodobałam mu się:/ A szkoda bo chłopak na poziomie, kulturalny, wysoki, lecz normalnej, przeciętnej urody.Echhhhhhhhhh:/
Jeszcze na tej impr, koleżanka moja, dała mi numer swojego byłego chłopaka, z któryms sie kiedyś spotykała. Mówiła ze tylko 4 lata starszy ode mnie, wysoki i przystojny brunet, mieszka w tym samym miescie, a do tego, gra w siatkówkę. Pomyślałam no no no... niezłe ciacho musi być z niego. Kazała mi się odezwac do niego, bo podobnież nie ma dziewczyny i też chciała zeby sie nie wydało ze to ona mi dała ten nr, w sensie że mam go nie od niej. Prawdę mówiąc, do tej pory się jeszcze nie odezwałam, bo mam pewne wątpliwości, no i nie mam dobrej wymówki, jakby coś. Ale pomyślę nad tym.

Kwestii chłopaków ciąg dalszy...
W pewnym supermarkecie, na moim osiedlu, 15 min drogi ode mnie, bardzo podoba mi sie 1 chłopak, który tam pracuje. Nie wiem jak ma na imię, wiem, że jest ochroniarzem, wysoki brunet, dobrze zbudowany, dość przystojny, i taki trochę jakby zagubiony i nieśmiały - wnioskując po jego zachowaniu. Wiem ze jest studentem, gdyż kiedyś, gdy byłam tam na zakupach, usłyszałam, jak mówił o tym do swojego przełozonego. Dlatego też, dość często tam chodzę, i staram sie jego jakoś podrywać- ale z jego strony, nie ma odzewu. Co robię? - jak to co, przechodzę koło niego tak dość blisko, potem się do niego uśmiecham, i delikatnie obserwuję. Jak on się na mnie (raz na 100 lat) spoglądnie, to ja wtedy patrze sie mu w oczy lekko usmiecham,i idę dalej. Jednak on, nawet się do mnie nie uśmiechnie, tylko odwraca wzrok ode mnie. Obczajam 6 możliwości:
a)ma dziewczynę
b)nie jestem w jego typie, nie podobam mu się
c)wstydzi się mnie, jest niesmiały
d)możliwe ze się mu podobam, ale się ukrywa i nie okazuje tego (bo np. boi się reakcji)
e)jest w pracy i w dodatku zajety swoimi sprawami i nie mysli o dziewczynach
f)ale to najmniej prawdopodobne - jest gejem. Nie to niemożliwe, gdyż widziałam jak na inne dziewczyny w tym supermarkecie zerkał.
Teraz nasuwa mi się pytanie -czemu mam ciągle tak, że ten chłopak, który mi się podoba, to odnoszę wrażenie, że ja się jemu nie podobam? Albo jest wręcz na odwrót. Dziwne, prawda? i bardzo skomplikowane. No cóż, tak już mam, co zrobić, może kiedyś się to zmieni.

Dziś przytrafiła mi się dziwna sytuacja. Jestem w supermarkecie, koło szkoły (nie w tym co moje ciacho pracuje). Zrobiłam zakupy jak zawsze. No i wychodzę z niego,a tu jakiś koleś w dresie, i spodniach jeansowych (ale muszę przyznać, że nawet galanty)
 podszedł do mnie i powiedział - Pani już wychodzi?
Ja na to: No, niestety tak.
On: Ojej, jaka szkoda, no trudno, ale jesli Pani chce, może się pani wrócić po coś.
Ja na to: niestety nie ale dziekuję,
 i co zrobiłam? - poszłam sobie, z resztą on też
Jeszcze nigdy wczesniej, obcy facet do mnie nie zagadał (nie wliczając w to oblesnych typow i pijaków). Łał to rekord;) Niesamowite i niezwykłe.
Z troche innej beczki...
Najgorsze jest to, ze dzwoni ciągle do mnie oblesny, brzydki, sporo starszy ode mnie sasiad, ktory nie moze o mnie zapomniec wgl. A ja robie mu na złość i specjalnie nie odbieram. Ale zdrugiej str jestem ciekawa ile to jeszcze potrwa? Nio zobaczymy.
Poki co, mam teraz przerwe w zajeciach, ale zaraz tam wracam, tak wiec zycze Wam wszystkiego dobrego, no i czekajcie na kolejną porcję mych wydarzeń z życia, a także na różne smieszne i dziwne sytuacje które mi sie przydażają. To dziś na tyle. Tak więc pozdrawiam Was i do następnego postu kochani;)

poniedziałek, 7 października 2013

Gdy skupiasz się tylko na niepowodzeniach, wiedz że możesz uczyć się na błędach, i w całej na pozór złej sytuacji, znaleźć światło w tunelu. Tylko musisz tego chcieć, i przede wszystkim zacząć działać.

Witam Was po trzytygodniowej przerwie. Przez ten czas, niewiele się wydarzyło.
Po pierwsze...
Myślałam że spotkam się z moimi przyjaciółkami w 2 tygodnie wakacji, gdzie przebywałam u rodziców. Nie wyszło, niestety spotkać się w trójkę, jednak z jedną z nich się przypadkiem na targu spotkałam. Ale wiadomo, co daje gora 10 minut spotkania, a jaką różnicą jest np cała godzina czy dwie. Ale, dobre i to;) Problem tkwił w tym, że ja mogę odwiedzać przyjaciółki tylko i wyłącznie w niedzielę, w inne dni nie mogę, gdyż rodzice mi nie pozwalają bo muszę pomagać rodzicom w gospodarstwie lub w domu. Dlatego tez teraz, na ta chwile nie jestem w stanie stwierdzić kiedy dokładnie sie spotkamy, ale mam nadzieje ze kiedyś jednak to nastąpi;) Mam tez nadzieję, że przyjaciółki nie pomyślą sobie, ze sobie olewam, i już się nimi nie interesuję, co nie jest prawdą.
Po drugie...
W te 2 ostatnie tygodnie wakacji, byłam na dwóch imprezach. Ale wiadomo, bez moich przyjaciółek było strasznie lipnie:/ Imprezy, samej bez znajomych kolezanek, nigdy mi sie nie udawały nie udają i chyba nie beda udawac nigdy. Mimo iż poznałam kilku kolesi, jak zwykle, okazali się być nie w moim typie. Rety, czemu ciągle natrafiam na jakichś palantów i nieudaczników! Wrrrrrr:/ Znów jestem sama
Tak sobie czasem mysle, chyba jestem jakaś pechowa albo mam zły charakter.  Wyobraźcie sobie, że przez pół września, pisałam z kolesiem poznanym na czacie. Nawet się spotkaliśmy, ale że miałam wazne powody przez te 2 tygodnie wakacji, i nie było mnie wtedy w tym mieście, jak to zazwyczaj bywa - znalazł sobie inna. Ubolewam nad tym, gdyż jest on bardzo przystojny, i niesamowicie inteligentny (po studiach). Ale to domena ślicznych mężczyzn - oni wciąż szukają kogoś lepszego, aby jak najlepiej trafić i się dopasować. Zawsze tłumaczę to sobie, ze nie jestem wystarczająco dobra dla tego typu facetów, no ale cóż zrobić, takie jest życie. Pocieszające jest to, że zostałam jego - tylko i wyłącznie kumpelką do pogadania. Ale taki układ też mi odpowiada.
A teraz to już w ogóle zostałam sama...
Dziewczyny z uczelni, z jednej grupy, mnie zostawiły - i to dosłownie. Stwierdziły, że jestem nudna, myślę tylko o nauce i o niczym innym. Przez to, jak mamy zadania do zrobienia grupowo, zostaję z tym sama, gdyż one nie chcą mnie w grupie. To już koniec z robieniem zadań, czy wspolnymi imprezami z nimi na miescie. Z reszta, jak robiłam z nimi zadania, to wszystko musiałam robic sama, albo na odwrót, one same robiły zadanie mnie nie dopuszczając. Co za okrucieństwo! Czasem to już nawet nie mam chęci iść na uczelnię, i chcę wszystko rzucić, a zając się czymś pożytecznym - czyli sprzątaniem po ludziach, co umiem robić najlepiej, albo zamiataniem ulic, taka prawda:/ Jestem smutna, właśnie z tego powodu, że jestem sama. Powiem nawet więcej - na przerwach na korytarzu tez stoję sama, i wtedy czuje się jak jakiś dziwoląg, niedorozwój. Zastanawiam się tez często, co ja tu robię, w sensie na tej uczelni. Jest po prostu zajebiście!
Na domiar złego...
Jeden z kolesi, który najbardziej mi się podobał na tej uczelni, (czego się nigdy nie dowiedział, bo mu nigdy o tym nie powiedziałam, z nieśmiałości i z braku odwagi by zagadać) skończył magisterkę i odszedł z tej uczelni raz, i pewnie już na zawsze. Z resztą on tez był bardzo niesmiały względem mnie, i nawet nie wiem, czy się tez mną wgl interesował, czy nie. Teraz, jak to mówią, już po ptakach. Tak sobie czasem myślę, ciekawe czy już gdzieś pracuje... Dobra, muszę natychmiast przestać o nim myslec, bo się nieszczęśliwie zakocham, i będę cierpieć - w moim przypadku, trwa to 2,5 lata:/ Mam nadzieję że znalazł sobie jakąś dziewczynę, byłabym wtedy o wiele spokojniejsza.
Teraz...
Na chwilę obecną skończyłam z czatami, spotkaniami, imprezami, zamierzam tez zrezygnować z smsów do kolesi  poznanych na imprezie, i wziąść się poważnie do roboty. Po tych wszystkich niepowodzeniach i przykrościach, które mnie spotkały, muszę się wziąść w garść i uczyć się, gdyż to już ostatni rok studiów, będę pisać licencjat na tym roku. Będzie ciężko, jednak mam nadzieję, że dam radę. Póki co, muszę już robić bieżące zadania, i skolekcjonować literaturę do mej pracy. Więc trochę pracy mam  A  jak wiadomo, nauka zawsze była, jest, i mam nadzieję że w przyszłości będzie dla mnie najważniejsza. Kurde no, muszę się postarać, nie mogę wpaść w depresje, nie ma takiej opcji. Muszę być silna.
Tymczasem pozdrawiam Was serdecznie, i do następnego postu ;)