poniedziałek, 21 października 2013

Imprezy, nowe znajomości, studenci - nie ma to jak sztuka podrywu, której cały czas się uczę od ekspertki;) Ale, muszę przyznać, że przede mną jeszcze długa droga.

Witam ponownie;)
Prawdę mówiąc, niewiele wydarzyło przez ten, i ubiegły tydzień, ale po kolei.
Co u mnie...
Stwierdzę to tak - jakoś leci! W tym roku piszę pracę licencjacką, więc będę miała z tym full roboty, ale- póki co, jak narazie jest dobrze, obowiązków nie za dużo ale też i nie za mało- tak w sam raz;)
Do domu zjeżdzam, pod koniec tego tygodnia, z racji b. ważnej sprawy, którą muszę wtedy załatwić, o ktorej wam kiedys powiem. Ogólnie, teraz będę dużo częściej jeździć w rodzinne strony, a to z tego względu, iż wiąże się to z badaniami, które muszę wykonać, gdyż są mi one potrzebne, do wykonania pracy. Dlatego też, możliwe, że w końcu spotkam się kiedyś z moimi przyjaciółkami w komplecie. Mam taką cichą nadzieję;)

Imprezy, kluby.... zabaw i melanżów (jeszcze, choć za chwilę to się zmieni) czas;)
Wiadomo, w wirze szkolnych obowiązków, trzeba czasem znaleźć chwilkę wytchnienia. Tak więc, w tamtym tygodniu, wybrałam się z koleżankami (z roku i nie tylko) do jednego z miejskich klubów. Jak to bywa na tego typu imprezach, (z racji tego, że byłyśmy w większej grupie dziewcząt) rozdzieliłyśmy się na jakiś czas, i chodziłyśmy po klubie, bawiłyśmy się, itp. Ja akurat, byłam z koleżanką, która zawsze na imprezach ma wzięcie, ale też i sama wyrywa kolesi (ma wyrobione zagadywanie- jak to mówi- lata praktyki czynią swoje;). Tak było tez i teraz.  Wyrwali nas kolesie.Tylko ze - no własnie i znów musi być coś nie tak. Mówiąc do rzeczy,chłopak, któremu przypadłam do gustu zachowałsie dziwnie. Wymieniliśmy się numerami tel, jednak on zastrzegł, że lepiej, żebym to ja się do niego odezwała pierwsza, czy to w smsach czy w połączeniach - niewazne, gdyż on nie lubi pierwszy się do dziewczyny odezwać - tak mi powiedział. Na drugi dzień po impr odezwałam się pierwsza, to odpisał. Potem odpisywał coraz mniej. Z drugiej strony, pomyślmy, ile można?.Teraz, wygląda to tak, że czy do niego pisze czy np dzwonie, to wgl go nie obchodzi, bo się nie odzywa. Nic złego nie zrobiłam, nie obraziłam nie narzekałam, nie krytykowałam, a on sie tak zachował. Nio, to muszę stwierdzić że trudno, nie spodobałam mu się:/ A szkoda bo chłopak na poziomie, kulturalny, wysoki, lecz normalnej, przeciętnej urody.Echhhhhhhhhh:/
Jeszcze na tej impr, koleżanka moja, dała mi numer swojego byłego chłopaka, z któryms sie kiedyś spotykała. Mówiła ze tylko 4 lata starszy ode mnie, wysoki i przystojny brunet, mieszka w tym samym miescie, a do tego, gra w siatkówkę. Pomyślałam no no no... niezłe ciacho musi być z niego. Kazała mi się odezwac do niego, bo podobnież nie ma dziewczyny i też chciała zeby sie nie wydało ze to ona mi dała ten nr, w sensie że mam go nie od niej. Prawdę mówiąc, do tej pory się jeszcze nie odezwałam, bo mam pewne wątpliwości, no i nie mam dobrej wymówki, jakby coś. Ale pomyślę nad tym.

Kwestii chłopaków ciąg dalszy...
W pewnym supermarkecie, na moim osiedlu, 15 min drogi ode mnie, bardzo podoba mi sie 1 chłopak, który tam pracuje. Nie wiem jak ma na imię, wiem, że jest ochroniarzem, wysoki brunet, dobrze zbudowany, dość przystojny, i taki trochę jakby zagubiony i nieśmiały - wnioskując po jego zachowaniu. Wiem ze jest studentem, gdyż kiedyś, gdy byłam tam na zakupach, usłyszałam, jak mówił o tym do swojego przełozonego. Dlatego też, dość często tam chodzę, i staram sie jego jakoś podrywać- ale z jego strony, nie ma odzewu. Co robię? - jak to co, przechodzę koło niego tak dość blisko, potem się do niego uśmiecham, i delikatnie obserwuję. Jak on się na mnie (raz na 100 lat) spoglądnie, to ja wtedy patrze sie mu w oczy lekko usmiecham,i idę dalej. Jednak on, nawet się do mnie nie uśmiechnie, tylko odwraca wzrok ode mnie. Obczajam 6 możliwości:
a)ma dziewczynę
b)nie jestem w jego typie, nie podobam mu się
c)wstydzi się mnie, jest niesmiały
d)możliwe ze się mu podobam, ale się ukrywa i nie okazuje tego (bo np. boi się reakcji)
e)jest w pracy i w dodatku zajety swoimi sprawami i nie mysli o dziewczynach
f)ale to najmniej prawdopodobne - jest gejem. Nie to niemożliwe, gdyż widziałam jak na inne dziewczyny w tym supermarkecie zerkał.
Teraz nasuwa mi się pytanie -czemu mam ciągle tak, że ten chłopak, który mi się podoba, to odnoszę wrażenie, że ja się jemu nie podobam? Albo jest wręcz na odwrót. Dziwne, prawda? i bardzo skomplikowane. No cóż, tak już mam, co zrobić, może kiedyś się to zmieni.

Dziś przytrafiła mi się dziwna sytuacja. Jestem w supermarkecie, koło szkoły (nie w tym co moje ciacho pracuje). Zrobiłam zakupy jak zawsze. No i wychodzę z niego,a tu jakiś koleś w dresie, i spodniach jeansowych (ale muszę przyznać, że nawet galanty)
 podszedł do mnie i powiedział - Pani już wychodzi?
Ja na to: No, niestety tak.
On: Ojej, jaka szkoda, no trudno, ale jesli Pani chce, może się pani wrócić po coś.
Ja na to: niestety nie ale dziekuję,
 i co zrobiłam? - poszłam sobie, z resztą on też
Jeszcze nigdy wczesniej, obcy facet do mnie nie zagadał (nie wliczając w to oblesnych typow i pijaków). Łał to rekord;) Niesamowite i niezwykłe.
Z troche innej beczki...
Najgorsze jest to, ze dzwoni ciągle do mnie oblesny, brzydki, sporo starszy ode mnie sasiad, ktory nie moze o mnie zapomniec wgl. A ja robie mu na złość i specjalnie nie odbieram. Ale zdrugiej str jestem ciekawa ile to jeszcze potrwa? Nio zobaczymy.
Poki co, mam teraz przerwe w zajeciach, ale zaraz tam wracam, tak wiec zycze Wam wszystkiego dobrego, no i czekajcie na kolejną porcję mych wydarzeń z życia, a także na różne smieszne i dziwne sytuacje które mi sie przydażają. To dziś na tyle. Tak więc pozdrawiam Was i do następnego postu kochani;)

poniedziałek, 7 października 2013

Gdy skupiasz się tylko na niepowodzeniach, wiedz że możesz uczyć się na błędach, i w całej na pozór złej sytuacji, znaleźć światło w tunelu. Tylko musisz tego chcieć, i przede wszystkim zacząć działać.

Witam Was po trzytygodniowej przerwie. Przez ten czas, niewiele się wydarzyło.
Po pierwsze...
Myślałam że spotkam się z moimi przyjaciółkami w 2 tygodnie wakacji, gdzie przebywałam u rodziców. Nie wyszło, niestety spotkać się w trójkę, jednak z jedną z nich się przypadkiem na targu spotkałam. Ale wiadomo, co daje gora 10 minut spotkania, a jaką różnicą jest np cała godzina czy dwie. Ale, dobre i to;) Problem tkwił w tym, że ja mogę odwiedzać przyjaciółki tylko i wyłącznie w niedzielę, w inne dni nie mogę, gdyż rodzice mi nie pozwalają bo muszę pomagać rodzicom w gospodarstwie lub w domu. Dlatego tez teraz, na ta chwile nie jestem w stanie stwierdzić kiedy dokładnie sie spotkamy, ale mam nadzieje ze kiedyś jednak to nastąpi;) Mam tez nadzieję, że przyjaciółki nie pomyślą sobie, ze sobie olewam, i już się nimi nie interesuję, co nie jest prawdą.
Po drugie...
W te 2 ostatnie tygodnie wakacji, byłam na dwóch imprezach. Ale wiadomo, bez moich przyjaciółek było strasznie lipnie:/ Imprezy, samej bez znajomych kolezanek, nigdy mi sie nie udawały nie udają i chyba nie beda udawac nigdy. Mimo iż poznałam kilku kolesi, jak zwykle, okazali się być nie w moim typie. Rety, czemu ciągle natrafiam na jakichś palantów i nieudaczników! Wrrrrrr:/ Znów jestem sama
Tak sobie czasem mysle, chyba jestem jakaś pechowa albo mam zły charakter.  Wyobraźcie sobie, że przez pół września, pisałam z kolesiem poznanym na czacie. Nawet się spotkaliśmy, ale że miałam wazne powody przez te 2 tygodnie wakacji, i nie było mnie wtedy w tym mieście, jak to zazwyczaj bywa - znalazł sobie inna. Ubolewam nad tym, gdyż jest on bardzo przystojny, i niesamowicie inteligentny (po studiach). Ale to domena ślicznych mężczyzn - oni wciąż szukają kogoś lepszego, aby jak najlepiej trafić i się dopasować. Zawsze tłumaczę to sobie, ze nie jestem wystarczająco dobra dla tego typu facetów, no ale cóż zrobić, takie jest życie. Pocieszające jest to, że zostałam jego - tylko i wyłącznie kumpelką do pogadania. Ale taki układ też mi odpowiada.
A teraz to już w ogóle zostałam sama...
Dziewczyny z uczelni, z jednej grupy, mnie zostawiły - i to dosłownie. Stwierdziły, że jestem nudna, myślę tylko o nauce i o niczym innym. Przez to, jak mamy zadania do zrobienia grupowo, zostaję z tym sama, gdyż one nie chcą mnie w grupie. To już koniec z robieniem zadań, czy wspolnymi imprezami z nimi na miescie. Z reszta, jak robiłam z nimi zadania, to wszystko musiałam robic sama, albo na odwrót, one same robiły zadanie mnie nie dopuszczając. Co za okrucieństwo! Czasem to już nawet nie mam chęci iść na uczelnię, i chcę wszystko rzucić, a zając się czymś pożytecznym - czyli sprzątaniem po ludziach, co umiem robić najlepiej, albo zamiataniem ulic, taka prawda:/ Jestem smutna, właśnie z tego powodu, że jestem sama. Powiem nawet więcej - na przerwach na korytarzu tez stoję sama, i wtedy czuje się jak jakiś dziwoląg, niedorozwój. Zastanawiam się tez często, co ja tu robię, w sensie na tej uczelni. Jest po prostu zajebiście!
Na domiar złego...
Jeden z kolesi, który najbardziej mi się podobał na tej uczelni, (czego się nigdy nie dowiedział, bo mu nigdy o tym nie powiedziałam, z nieśmiałości i z braku odwagi by zagadać) skończył magisterkę i odszedł z tej uczelni raz, i pewnie już na zawsze. Z resztą on tez był bardzo niesmiały względem mnie, i nawet nie wiem, czy się tez mną wgl interesował, czy nie. Teraz, jak to mówią, już po ptakach. Tak sobie czasem myślę, ciekawe czy już gdzieś pracuje... Dobra, muszę natychmiast przestać o nim myslec, bo się nieszczęśliwie zakocham, i będę cierpieć - w moim przypadku, trwa to 2,5 lata:/ Mam nadzieję że znalazł sobie jakąś dziewczynę, byłabym wtedy o wiele spokojniejsza.
Teraz...
Na chwilę obecną skończyłam z czatami, spotkaniami, imprezami, zamierzam tez zrezygnować z smsów do kolesi  poznanych na imprezie, i wziąść się poważnie do roboty. Po tych wszystkich niepowodzeniach i przykrościach, które mnie spotkały, muszę się wziąść w garść i uczyć się, gdyż to już ostatni rok studiów, będę pisać licencjat na tym roku. Będzie ciężko, jednak mam nadzieję, że dam radę. Póki co, muszę już robić bieżące zadania, i skolekcjonować literaturę do mej pracy. Więc trochę pracy mam  A  jak wiadomo, nauka zawsze była, jest, i mam nadzieję że w przyszłości będzie dla mnie najważniejsza. Kurde no, muszę się postarać, nie mogę wpaść w depresje, nie ma takiej opcji. Muszę być silna.
Tymczasem pozdrawiam Was serdecznie, i do następnego postu ;)


sobota, 14 września 2013

Załatwienie ważnych spraw, przynosi wiele satysfakcji - o życiowych wydarzeniach wprost mówionych

Witam po dłuuuugiej przerwie. Wiele się przez ten czas wydarzyło, o czym chciałabym Wam opowiedziec;)
Na początku...
Jestem szczęśliwa że wszystkie ważne dla mnie sprawy, związane z uczelnią, udało mi się załatwic  w tym tygodniu. Praktyki zakończone sukcesem, egzaminy zdane, dokumenty rozliczone, czegóż można chciec więcej;)
A jednak można...
W niedzielę były dożynki, na których nie byłam, za co strasznie ubolewam. Straciłam okazję na możliwośc wyszalenia się, na festynie, który po raz pierwszy, był organizowany w mej rodzinnej miejscowości.Miałam ku temu bardzo ważny powód, o którym wiedzą tylko moje przyjaciółki.
Tymczasem...
Przedwczoraj wróciłam do domu, zostały mi 2 tygodnie wakacji, ale - dobre i to  ;). Mam nadzieję, że zdążę się jeszcze w tym miesiącu spotkac z przyjaciółkami, których (ja, ale one pewnie też) z utęsknieniem wyczekujemy. Ale spoko, jakaś niedziela na pogaduchy się znajdzie;)
Z innej beczki...
Pewnego razu, gdy wybrałam się na zakupy, do jednej z drogerii. Jak zazwyczaj, wybierałam swoje zakupy. Jednakże, moja uwaga skupiła się na starszej pani(około siedemdziesiątki), która, z pomocą ekspedientki, wybierała sobie podkłady do twarzy. Po pokazaniu wszystkich dobrych produktów, pani wybrała 1 z nich i spytała się o konsystencję. Ekspedientka na to że bardziej kryjący. Na to ta pani powiedziała to dobrze- jak to oceniła - zima idzie, trzeba się grubiej smarowac;) Po tych słowach sprzedawczyni się tak leciutko zaśmiała, ja przy okazji też;)
O innej sprawie...
Jeszcze kiedy miałam praktyki, byłam świadkiem niezwykłego wydarzenia. Kiedy wracałam z praktyk, do miasta w którym mieszkam, do autobusu wsiadł młody chłopak . Był on ubrany elegancko w garnitur, w ręku trzymał czerwoną różę. Nie trudno było się domyślec,  że jedzie do swojej dziewczyny i tak się też stało. Na przystanku, czekała na niego dziewczyna, normalnie ubrana. Gdy tylko zauważyła tego chłopaka wychodzącego z autobusu, rzuciła sie jemu na szyje,  po czym, obściskała i obcałowała go za wszystkie czasy. Niezwykłym było poświęcenie się tego chłopaka dla dziewczyny. Pokonał on  prawie 60 km aby spotkac ukochaną. Było to niesamowicie słodkie i niecodzienne wydarzenie. Teraz ju z wiem, jak wielka może by potęga miłości, przezwycięży taką odleglośc a nawet i wiele większych.
O teraźniejszej sprawie...
Dziś sobota, wiadomo, dziś mam sprzątanie w domu, pieczenie ciast..., itp. itd. Wieczorem pewnie na imprezę z bratem i jego kumplami pojadę (o ile mnie zabiorą). Ale powiem Wam że bawic się samej w klubie, bez moich przyjaciółek i znajomych mi się wcale nie uśmiecha. Teraz tylko wspominam jak kiedyś razem imprezowałam z ekipą przyjaciółek, fajnie było, i wygląda na to, że już chyba tak nie będzie. Wszystko przez nasz odwieczny problem z transportem, o którym kiedyś wspomnę.
Jutro, możliwe że odwiedzę moje przyjaciółki, ale wiadomo, plany można miec, tylko gorzej, z ich realizacją, które zależą od moich rodziców i od tego czy mi pożyczą samochód i bd mogła sama pojechac,czy znów mnie brat podwiezie. Ale to już temat na innego posta.
Tymczasem, nie jestem w stanie przewidziec przyszłości, godzę się z teraźniejszością, tak więc jak będzie, to zobaczymy .
Pozdrawiam Was serdecznie, i do następnego postu;)

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Czasem chciałoby się powiedzieć jak ten czas szybko mija.... o różnych życiowych sprawach i dylematach.

Witajcie po przerwie w nieodnawianiu postów. Jak zapewnie zauważyliście w końcu dodałam nową muzę na bloga. Możecie więc śmiało odsłuchiwać;)
Ze zbioru niecodziennych wydarzeń...
Wczoraj, była niedziela, wiadomo. Muszę Wam powiedzieć że spędziłam ją świetnie, tak jak nigdy. A więc tak: rano byłam w osiedlowym kościele, potem, pomyślałam sobie - dawno już nie jadłam obiadu na mieście:) Skorzystałam więc z okazji, i poszłam do pobliskiej pizzerii - w której - serwują obiady;) Najadłam się do syta. Potem, wróciłam do domu. Nagle, słyszę dzwonek do drzwi. Kto to może być? - pomyślałam. Wnet przypomniało mi się, że mama, dzień wcześniej dzwoniła do mnie i mówiła, że może wpadną do mnie z wizytą na następny dzień. Racja, tylko że zazwyczaj jest tak, że jak oni coś sobie zaplanują to się nie udaje. Jednak, tym razem było inaczej;) Tak więc, ugościłam ich u siebie, potem za oporną namową, (gdyż byli zmęczeni podróżą), pojechaliśmy na pobliski miejski festyn, który się akurat odbywał. Nieco później, pojechaliśmy z całą rodzinką do zoo. W sumie, było fajnie, dawno tam nie byliśmy, tymbardziej w tym miescie - to praktycznie nigdy. Bardzo lubię, gdy gdzieś z rodziną wyjeżdżam, na wycieczki, tymbardziej, że widzimy się razem, praktycznie tylko we wakacje, a w roku akademickim, w niektóre weekendy, i na wszystkie większe święta. Pozatym, brakuje mi ich towarzystwa, prowadzenia samochodu i imprez (chociaż bywałam na nich sama z dziewczyn, jednak, to zawsze jakaś rozrywka). Tu w dużym mieście nie mam z kim na imprezy chodzić, ani wgl nie mam żadnego towarzystwa. Koleżanki ze studiów juz dawno praktyki pokończyły, i każda z miasta dawno wyjechała. Sąsiedzi natomiast wciąż są w pracy, i późno z niej wracają, tak więc nie ma z kim pogadać. Dla mnie, pozostają obowiązki, ale, to już inna bajka.
Z innej beczółki......
Tak się złożyło, że dożynki w mej rodzinnej miejscowości, odbywają się, za 2 tygodnie, jednak z bardzo waznych przyczyn osobistych nie bede mogla ich przygotowywac a tymbardziej w nich uczestniczyć. Mam nadzieję że nikt nie będzie za to na mnie zły, rodzice to rozumieją, przyjaciółki też zrozumieją, kiedy ich też poinformuję o tym.
Pozatym....
Jutro kończę praktykę - nareszcie;) Muszę dopilnować by dokumenty się zgadzały, napisać sprawozdanie z praktyk, i zanieść do podpisu, i wreszcie będzie koniec;D
Jednakże....
Wciąż czuję, że czas mi tak szybko ucieka, wciąż mi go brakuje na cokolwiek. Mało tego, nie mam kiedy odpisywać, na wiadomości przyjaciółkom, i znajomym, co bardzo mnie martwi, z resztą innych też. Nie jest kolorowo, muszę coś z tym zrobić. Bodajże przedwczoraj, znajomy mi napisał wiadomość na portalu społecznościowym, a ja mu nic nie odp. Nic dziwnego, po prawie 6 czy 7 latach, przypomniało się jemu o moim istnieniu. Niech spada, nie będę dobroduszna dla takich osób, mam swoje zasady. Nie lubię też, gdy znajomi czasem mnie zauważają, czasem nie (chodzi mi o mówienie cześć). Ja staram się zazwyczaj mówić cześć jak kogoś znam, jednak wczoraj i dziś, chociaż spotkałam ich na mieście, nie odpowiedzieli mi. To bardzo niemiłe i niegrzeczne zarazem.

Dziś i wczoraj, jadłam chyba najlepszą bułkę w mieście, w którym odbywam praktyki;) Serio, w życiu tak dobrego pieczywa nie jadłam. Nawet napiszę Wam więcej - to miasto naprawdę mi się podoba. Tylko szkoda, że się nie mogę przeprowadzić, ale to już temat na innego posta, o którym może kiedyś wspomnę.
Anyway...
 Ostatnio w Cosmo czytałam świetny artykuł, o zwiększeniu sobie czasu w ciągu dnia. Możliwe że, jeśli wypróbuję którąś z nich, to, myślę, że coś się zmieni w tej kwestii, mam nadzieję, że na plus oczywiście ;)
Tymczasem słuchajcie utworków i do następnego postu;)

wtorek, 13 sierpnia 2013

Raz jest dobrze a raz nienajlepiej. Jednak każdy dzień to nowe jutro, wydarzenia, sprawy i obowiązki, którym musimy podołać. Powrót do rod

Witajcie po dość długiej przerwie. Na samym początku, pragnę przeprosić moją przyjaciółkę, gdyż, w zeszłym tygodniu miała urodziny, natomiast ja zachowałam się niewłaściwie gdyż nie złożyłam jej życzeń, dlatego źle się z tym czuję i żałuję bardzo. Doskonale pamiętałam którego to dnia było, miałam nawet przypomnienie w telefonie ustawione, jednak nie dałam rady, gdyż bylam bardzo zapracowana. Tego dnia odbywałam praktykę, która, łącznie z dojazdami trwała przez cały dzień aż do 6 po południu:/ nie wspominając o innych, równie ważnych obowiązkach:( które musiałam wykonać w tym dniu i kolejnym. Moja mama też nie była zachwycona z mego braku czynu. Dlatego też myślę że postaram się naprawić ten błąd  - wpadnę w odwiedziny, w którąś niedzielę, jeśli obie będziemy miały czas, i się wytłumaczę, może nawet ułożę śliczne życzonka, jak mojej drugiej przyjaciółce, ona na pewno zrozumie;)
A teraz trochę o tym, co u mnie.....
Więc tak, kiedy był lipiec, pomagałam rodzicom w gospodarstwie - o czym już doskonale wiecie. Z poczatkiem sierpnia, rozpoczęły się praktyki, i powiem wam, że nie taki diabeł straszny jak go malują. Szczerze, myślałam że będę tylko sprzątac, jak to zwykle na praktykach w moim przypadku bywało, ale nie tym razem. Wreszcie mam porządne zadania do zrobienia, przełożone są dla mnie miłe, dużo się uczę nowych rzeczy, pozatym mam swoje stanowisko pracy - biurko i stanowisko z komputerem. Jestem szczęśliwa, na tą miłą odmianę. Na dodatek, pracuję mało godzin (ze względu na długie dojazdy i powroty z jednego miasta do drugiego) i tylko 2 dni w tygodniu. Więcej chcieć już nie można. Do rodziny wpadam jednak co 2 tygodnie, bo bilety są drogie, a po 2 mam też inne obowiazki, związane z nauką.

W tą sobotę  byłam z bratem kuzynką kuzynem i kolegą mego brata na imprezie, ale tym razem nie tam gdzie zwykle. No i myslę sb, na takich imprezach nie ma nikogo ciekawego - znow sie pomyliłam. Nie starałam się wypatrywać fajnych chlopaków, bo przypuszczałam że takich nie ma, jednak ku mojemu zdziwieniu zauwazylam pewnego chlopaka. Patrzę dalej i oczy przecieram - tak, to... nieziemsko przystojny fotograf z klubu w którym byłam. Był całkowicie w moim typie -przystojny, wysoki, dość sportowa sylwetka, lekko nieśmiały,ładnie ubrany, starszy ode mnie. Mówię sb że nie zmarnuję takiej okazji, wiec zaczelam sie do niego usmiechac. Jednak On chyba nie chwycił o co mi chodzi, lub po prostu wydalam sie nie w jego typie, albo tez najzwyczajniej w swiecie mial już dziewczynę, bo nie chwycił przynęty.Całą imprezę jego obserwowałam, żyjąc nadzieją że mnie dostrzeże, nawet zrobił nam wszystkim zdjecie, tak sam z sb, ale nie widziałam żeby odwzajemnił mi uśmiech. Echhh, teraz nawet nic o nim nie wiem, nawet nie mam pojecia czy jeszcze go kiedys zobacze, ale czas pokaze.Mam słabosc do przystojnych facetow, na serio, jednak jak szybko ich poznaję, tak samo szybko odchodzą.Ale co zrobic, widocznie nie mam szczescia w milosci i nie natrafilam jeszcze na swojego.

Dziś miałam szalony dzień.Gdy wracałam z praktyki, z innego miasta, wsiadłam w autobus i zostawiłam obok siebie wolne miejsce, jak zawsze niczego się nie spodziewając. Nagle usłyszałam, potem zobaczyłam, jak  do tego autobusu wsiada przystojny chłopak - ubrany był na galowo, pomyslałam ze pewnie jakis urzednik. Okazało się że jest studentem, bo taki bilet kupował. Pomyslałam super, wreszcie jakas odmiana (do tej pory podróżowałam z niczym nie wyróżniającymi się ludźmi). Zauważyłam też że ten chlopak szuka miejsca zeby usiąść, spojżal sie na mnie a ja na niego i spytal "czy można" a ja na to "proszę". W tym momencie spartoliłam wszystko. Ponieważ byłam w takim stresie, jak on siedział ze mną, (to przez słabość i nieśmiałość do przystojnych mężczyzn) nie byłam w stanie spojżeć się na niego dłużej niż 5 sekund, ale pomimo tak krotkiego czasu, dowiedziałam się co studiuje. Czytał książkę, kątem oka zauważyłam że czyta podstawy prawne zarządzania w przedsiębiorstwie - lepiej być chyba nie mogło, albo przyszly prawnik, albo menadżer czy może nawet przyszły zarządca. Ale niestety moja niesmiałośc zrobiła swoje. Teraz biję sie w pierś, gdybym do niego zagadała a nie dziko uciekała wzrokiem, może miałabym szansę na fajną znajomość. Widocznie, mozliwe ze sie jemu spodobalam, bo czesto zerkal w moja strone i non stop bylo mu niewygodnie, stale sie wiercił i kręcił na tym siedzeniu, był jakby taki poddenerwowany troche. Może i nie pasowalibyśmy do sb ale pogadalibysmy sb troche, a tak to już nic sie nie da zrobic.

Jeszcze tego samego dnia, poszłam do supermarketu zrobic zakupy. Pewien miły starszy pan chcial mnie przepuscic w kolejce do kasy, jednak ja jego przepusciłam. Pieknie mi podziekował i zaczal ze mna rozmowe o sobie i swoim zyciu. To niezwykłe, jak to takim drobniutkim gestem można drugiemu człowiekowi przynieść choć odrobinę szczęścia, a krótką rozmową pocieszyć, w codziennych zmartwieniach. Takie rzeczy (przynajmniej mi) nie zdarzają się na codzień. To bardzo dobre i pouczające doświadczenia. Może dzięki nim wreszcie się czegoś nauczyłam.

Póki co, jestem zapracowaną singielką, odbywającą praktykę i jednoczesnie pomagającą rodzicom, tylko w niedzielę i swieta, mającą czas dla przyjaciólek i bliskich.  Jednakze z tym czasem wolnym to tez jest tak na dwa razy, bo chodzi o transport, o czym kiedys juz wam pisalam. Jestem zdana na łaskę brata, i na jego podwozki, nie moge prowadzic auta sama, gdyz tata a tymbardziej brat mi nie pozwalaja. Ale jedno jest pewne - w tym tygodniu będę u rodzicow na dluzej, to namowie brata, moze z przyjaciolkami na festynie sie zobaczymy.
Miałam wstawic nową muzę, jednak czasu mi wciaz brak,
pomiedzy jedną przeprowadzka a drugą,
zyjąc na walizkach wciaz,
między praktyką a pracą
dojazdami i odjazdami,
przygotowaniem posilkow
sprzataniem
i innymi codziennymi obowiazkami
mysle sb kiedy to sie skonczy
kiedy czasu bede miec wiecej
na swe przyjemnosci i odetchniecie
po meczacych dniach pracy i nauki
po wstawaniu rano i chodzeniu spac pozna noca
kiedy to nastapi nie wiem,
czas pokaze, w lustrze zwanym przyszloscia.
Czasami czuje ze ten czas tak szybko biegnie,
ze doslownie ucieka przez palce
jednak nic na to nie poradze
tak juz jest bedzie i byc musi
bo tak tem swiat skonstruowany jest.
pozdrawiam i do nastepnego postu

wtorek, 30 lipca 2013

Pierwsza połowa wakacji, za mną. Zbliża się czas pracy i nauki - praktyki studenckie;)

Witam kochani;) Pisałam Wam ostatnio, jak z utęsknieniem wyczekiwałam dnia, kiedy pojadę na festyn w pobliskiej miejscowości.Jak to bywa w życiu, nie udało mi się na nim być. Stwierdziłam, że się na niego nie wybiorę, gdyż - znów byłabym na nim sama. Moje przyjaciółki też nie były, (rozumiem to, pewnie znając życie, po prostu nie mogły) i w gruncie rzeczy, to miało główny i bardzo duży wpływ. Mój brat, ma całą masę kumpli, z którymi imprezuje, a także jeździ na festyny, jednak mi jest głupio tak samej, gdyż mówią -idziemy na laski, no i idą. Jedna szkoła się skończyła, kontakt się urwał, następna szkoła się zaczęła, jednak koleżanki te mieszkają zbyt daleko, żeby mi towarzyszyć.
Mimo wszystko, tego dnia, byłam nad jeziorem. Namówiłam tatę, brata i pojechaliśmy razem. Było świetnie. Woda była letnia - w sam raz na upał, ludzi było niewiele, żar lał się z nieba ale było warto. Pomimo tego że
się meeega wstydziłam wyjść w stroju kąpielowym, ochłodziłam się trochę, a także tata z bratem starali się nauczyć mnie pływać. Muszę przyznać że nie nauczyłam się od razu, wciąż nie umiem:/ a to niedobrze.
Dziś wróciłam do miasta, muszę pozałatwiać kilka istotnych spraw, a potem rozpocząć praktyki. Mam nadzieję że będzie dobrze. W każdym bądź też razie, postaram się przygotować do niej nieco. Nawet nie wiem na tą chwilę, czy cały miesiąc będą trwać czy krócej- pracodawczyni zadecyduje. Nie wiem też, czy na weekendy zjeżdżać do domu będę, to jest uzależnione od innych spraw, które może kiedyś przedstawię.
Z innej beczki...
Miasto opustoszało z młodych ludzi, wgl, jakby większość z tąd powyjeżdżała. W sumie wiadomo - wakacje, ale jest przynajmniej spokojniej na ulicach i osiedlach.
 Mam dość pewnego, jak się dowiedziałam duuuużo starszego ode mnie mężczyzny, który, mam wrażenie, że mnie obserwuje w mieście. Jedną z przyczyn jest to, że mieszka blisko. Jednak, z tego powodu, nie czuję się tu bezpieczna. Unikam go jak choroby, nie gadam z nim, nie spotkałam go dziś jeszcze i mam nadzieję ze w sierpniu go nie spotkam. Jest okropny i wgl nie w moim typie. Niech się ode mnie odczepi raz na zawsze, a będę szczęśliwie i spokojnie żyć.
Póki co...
Ostatnio, pomimo pracy w gospodarstwie, zaczęłam słuchać muzyki, i powiem Wam że podobają mi się klubowe piosenki- głównie remixy znanych starych i nowych przebojów (w tym głównie pop i utwory disco-polo), które niebawem wstawię na bloga, do posłuchania.
Jutro ostatni dzień wyprzedaży, może zdążę coś jeszcze upolować.
Tymczasem, trzymajcie się kochani, wyczekujcie muzyki na blogu, i do następnego postu;)

czwartek, 25 lipca 2013

Wakacje - dużo pracy, imprez, festynów itp.

Witajcie!;) Wakacje w pełni, jednak moich pierwsza tura, niebawem dobiegnie końca,
a to, za sprawą praktyk, które - po wielu niepowodzeniach, związanych z ich znalezieniem,mam nadzieję że odbędę. Będą one trwały cały miesiąc, tak więc wracam do miasta. Będę długo podróżować do miejsca pracy, gdyż w innym mieście będą organizowane. Ale, koniec końców, myślę że dam radę;)
A teraz kilka faktów i wydarzeń z mojego życia.....
Będąc już na wakacjach, w mojej rodzinnej miejscowości, wiele sie działo. prawie codziennie pomagałam rodzicom w zbiorze cebuli, dzięki temu, pięknie się opaliłam, i mogłam spokojnie utrzymać swoją linię;) Oprócz tego, pielę grządki w innych roślinkach, robiłam, i cały czas pielęgnuję mój ogródek, który mi został po babci. Nio i oczywiście sprzątam, piekę ciasta, i jeżdżę na imprezy z moim bratem, i jego kumplami. (Niestety, jestem na nich kompletnie sama, gdyż mój brat nie chce zabierać mojej ekipy dziewcząt, a moje inne znajome mają już chłopaków i na takie imprezy już nie jeżdżą, dlatego nie bawię się na nich wcale, co najwyżej stoję jak idiotka przy barierkach i obserwuję całe otoczenie z góry klubu, przez to podchodzą do mnie sami młodsi chłopcy:/ to niezbyt fajnie.
Ostatnio, spotykam wielu znajomych, z którymi kontakt urwał się po skończeniu szkoły średniej. Tak np, jakieś 2 tyg. temu, po imprezie o 4 w nocy, zatrzymała mnie z bratem policja, do kontroli. ku mojemu zdziwieniu, zauważyłam, że pewien kolega, który jest w moim wieku, który chodził do tej samej szkoły co ja... - został policjantem. jakież było moje zdziwienie, kiedy jego ujżałam. Ale treba przyznać, że dzięki tej znajomości, nie mielismy zadnych problemów (z resztą brat- kierowca był trzeźwy, ja też, tylko pozostała czesc ekipy, nie bardzo, ale to szczegół)
Poza tym...
Jestem bardzo uszczęśliwiona gdyż zerwałam wszelki kontakt z tym chłopakiem, o którym Wam kiedyś pisałam;) Myślałam że będzie gorzej, jednak wyszło tak jak chciałam;) Wystarczyło mu powiedzieć prawdę, co myślę o tej znajomości i już po wszystkim;)
Było wiele festynów przez ostatnie tygodnie, z czego brat był na wszystkich a ja tylko na 1 i znow sie nie wybawilam (nie jestem wielbicielka festynow bez gwiazdy wieczoru - wtedy jest lipnie i bardzo duzo pijakow się błąka, z resztą jak to na festynach bywa.)
Nad wodę nie jeżdżę, bo chociaż próbuję brata namówić, na ten wypad, on nie chce mnie zabierać, woli z kumplami tam jeździć, no ale co zrobić, jeśli własnego samochodu nie mam, i jestem uzależniona od decyzji rodziny (w tym przypadku brata, bo on jest kierowcą, najczesciej).
Nie mam chłopaka, i chyba nie będę na siłę szukać, bo wychodzi zupełnie odwrotnie, niż bym chciała. Nie wiem czemu, ale nie mam szczęścia w miłości - muszę to przyznać szczerze.Może kiedyś tam go znajdę, jednak teraz, jak narazie, się na to nie zanosi. Wciąż żyję nadzieją że gdzieś tam w Polsce lub w innym kraju, jest moja dróga połówka, o której jeszcze nic nie wiem. Tak jak wam wczesniej pisałam, podoba mi się tamten chłopak, jednak nic o nim nie wiem, z resztą kto wie, przystojny jest, to laski sie za nim uganiają, na pewno nie jedną już ma (taki styl prowadzą przystojni faceci z miasta - co zaobserwowałam sama, chociaż może nie wszyscy ale większość z nich). Na szczęście to nie zakochanie, bo nie myślę już o nim. I dobrze, co mnie cieszy;)
Tymczasem...
 Zbliza się długo oczekiwany przeze mnie festyn, w pobliskiej miejscowosci jednak nie mam pewności
czy na nim będę, gdyż żniwa się już rozpoczęły, a wtedy mam też zajęcie ( z którego głównym jest pilnowanie kombajnu i mierzenie wilgotnosci ziaren). Z resztą, kto wie jak będzie, zapowiadają wielkie upały na tą niedzielę, może akurat nie będzie mój brat młócił, to się jeszcze zobaczy. jednak fajnie by było gdybym pojechała, może moje przyjaciółki bym tam spotkała;)
Oki myślę że tyle na dziś wystarczy, w takim razie do następnego postu kochani :*:)