Hej dawno mnie tu nie bylo, wiec piszę.
Co u mnie?
Na majówkę nie wróciłam, odezwal sie do mnie byly i jak na razie mu nic nie odpisuje
pozatym
Na juwenalia tez nie poszlam (praca). ale domowke wyprawilam, na imprezie tez bylam i poznalam pewnego kajakarza, ale tak cos nie bardzo mi odpowiadał.
Niedawno wydarzyło się niezwykłe zjawisko. Nieznany numer do mnie napisal. Napisalam mu zeby sie przedstawil to sie przedstawil ze ma 26 lat marcin z pobliskiego miasta ale mimo wszystko napisal ze sie widzielismy w zakopanem, i ze jestem Ania. na to ja mu pisze tak jak mam na imie i kazalam mu poszukac na portalach spolecznosciowych. potem jeszcze zapytal czy moze zadzwonic, ale zbylam go. i tu popelnilam blad, bo moze to byl wartosciowy czlowiek, kto wie. z reszta po tym co pisal wydal mi sie w porzadku. moglam mu dane do face podac chociaz, ale juz jest na to za pooozno.
W ogóle moi rodzice na siłę chcą, abym miała męża rolnika, czego nie toleruję. Ostatnio nawet odwiedził moich rodziców swat i chciał mi takiego delikwenta (czyli rolnika, swojego syna) przedstawic, ale mnie na całe szczęscie nie było tam (siedziałam w mieście). Potem powiedziałam rodzicom przez tel ze nie zamierzam i nie chcę mieć męża rolnika, to byli tym rozczarowani i do tej pory nie mam pewności, czy nie będa mi następnych chłopakow proponować. Swata na szczęscie spławili. Jak jestem w mieście, mam spokój ze swataniem, i pełną wolność i swobodę. Jak jestem u rodziców to nie jest już tak kolorowo, o czym mam nadzieję ze kiedys napisze.
Po drugie...
Jakiś czas temu, były chłopak mnie zaprosił na wesele, ktore dzis sie odbywa. Co poszlo nie tak? Otóż, nie pasowało jemu ze ja tak zadko zjezdzam w rodzinne strony (on tez z tamtych okolic pochodzi). Poniewaz ostatnimi czasy miałam b mało czasu wiec nie przyjezdzalan. Nie pasował mu ten fakt, wiec zeby zrobic mi na złość, znalazł sobie inna partnerke na wesele. Na domiar złego, i co jest niebywałe - ogłosił że jest w związku na portalu społecznościowym - i to z kim? Tak właśnie - z byłą dziewczyną mojego do niedawna terazniejszego chłopaka. Co za niesamowity zbieg okoliczności! Wychodzi na to ze moi byli, maja ze soba dużo wspolnego i są siebie warci:) Frajerzy
Pozatym
Po moich krótkich związkach, stwierdziłam, że przyciągam okreslony typ facetów - mianowicie takich, którzy sa tylko na chwile. Najczesciej sa oni po bardzo buzliwych zwiazkach, a ja ich pocieszam słowem. Gdy ich podbuduje na duchu, znajduja sobie inna i odchodza w najbardziej niespodziewanym momencie. Super:/ Nie wspominając o mega przystojnych facetach, ktorzy nawet nie raczą się na mnie spojżeć (od razu odwracają wzrok, jak jestem np. zwyczajnie ubrana, jak na uczelnie bez makeupu), nie wspominając o pogadaniu. Na imprezie, kiedy jestem ładnie ubrana i umalowana, zauwazają mnie wtedy tylko sami łysi, albo mięśniacy, których nienawidzę.
Niedawno dzwonił do mnie numer z Niemiec (co jest dziwne), ale tylko raz. Mimo wszystko nieodebrałam. Okazało się, ze to była pomyłka. I dobrze, bo niemieckiego nie znam.
Co więcej...
Póki co, przez miesiąc nie jezdziłam na zadne imprezy, ale niedlugo beda wakacje, to będe czesciej jezdzic. Egzaminy mam pozdawane, praca jest napisana (teraz tylko ją poprawiam). Wreszcie moge czekac za obroną.
Co jeszcze...
Moja przyjaciółka M. miała niedawno urodzinki. Złożyłam jej życzenia na portalu społecznosciowym. A potem popisałysmy ze sobą troche. Było fajnie, wgl super tak sie od czasu do czasu odezwać do ważnych dla nas osób i spytać co u nich;) Mam nadzieję że w wakacje sie spotkamy, wszystkie razem;)
Wgl, mój brat juz po maturach, ma fajnie. Dziewczynę tez ma juz od pol roku wiec jest szczesliwy. Super, ciesze sie ze sie jemu powodzi;)
Co na koniec
Przyjadę do domu w nastepny weekend. Do tego czasu musze zalatwic formalnosci zwiazane ze szkołą i wybrac kolejną. Mam nadzieję ze bedzie dobrze.
Tymczasem, pozdrawiam Was serdecznie i do następnego postu.
sobota, 14 czerwca 2014
czwartek, 24 kwietnia 2014
Przygody życiowe niecodzienne, aczkolwiek ciekawe - o perypetiach moich osobistych, krótka rozprawa.
Witam Was kochani. Święta, święta i po świętach. Zleciały w mgnieniu oka. Chciałoby się powiedzieć - jak ten czas szybko leci.
Co u mnie...
Ogólnie to wróciłam do starych w czwartek i miałam b. dużo roboty przed świętami - wiadomo przygotowania do nich były bardzo czaso i pracochłonne. Muszę stwierdzić że w Wielkanoc - odwiedziła nas siostra mojej mamy wraz z kuzynami i babcią. Rety, nie byli u nas chyba ze 12 lat. To b. miłe że przyjechali. Wieczorem, tego samego dnia pojechałam na imprezę. I co? - i nic. Jechałam z bratem, jego dziewczyną i naszym kuzynem. W klubie spotkałam kilku znajomych ale mimo wszystko, nikogo nie poznałam. Znow nie potrafiłam się pierwsza do przystojniaków, no i ludzi było full - tak, że nie było gdzie nawet potańczyć. Echhhh chyba się starzeję, bo coraz młodsi jeżdżą na imprezy, ale co tam, przynajmniej się uśmiałam w gronie rodziny i znajomych.
W drugie święto, to my pojechaliśmy w odwiedziny do siostry mojego taty. Muszę przyznać, że nikt mnie tego dnia nie oblał. W klubie też byłam i znów nikogo nie poznałam, bo byłam z taką ekipą nie bardzo - czyli z koleżanką jej chłopakiem i bratem, tak więc większość myślała że jej brat to mój chłopak, bo nie odstępował mnie na krok. Po drugie, było mało ludzi tego dnia i praktycznie same małolaty, więc nie było raczej w czym przebierać. No i tego dnia zobaczylam swojego bylego na imprezie - normalnie wscieklosc mnie dopadla - zepsuł mi humor do konca imprezy - samą swoją obecnością. Poza tym, ten stary dziad, o którym wam pisałam nie dawał mi spokoju przez ciagle smsy w swieta i pytania co u mnie i kiedy moze mnie odwiedzic. Cholerka, musiał się skubaniec przypomniec, i zawracac mi glowe echhhh..:/ mam pecha do takich ludzi:(
Co więcej...
Cieszę się, że chociaż jedna przyjaciółka chciała się ze mną spotkać, choć przez te święta znow nie wyszło. Znow musze powiedziec moze nastepnym razem, ale czy to wypali? tego nie wiem, ale mimo wszystko jestem dobrej mysli.
Co poza tym
jestem już w miescie (od wtorku po południu), a jutro muszę oddać wypisane ankiety. No zobaczymy jak to bedzie, i czy się wyrobię z tym wszystkim.
Co dalej
Zauważyłam, że jak chodzę po mieście z koleżankami, to miewam przeboje i to dosłownie. Np dziś byłam z koleżanką na spacerze, kiedy zauważyłam na chodniku piękny motor - chopper z tego co wiem (gdyz podobny ma moj brat).Ach, ta moja słabość do ładnych motorów i samochodów;). Patrzyłam się na to cudo ustawione na chodniku. Obok niego stał nawet w miarę niezły chłopak. I on, widząc jak się lampię na ten motor powiedział do nas "dziewczyny, chcecie się przejechać ze mną motocyklem?". Osłupiałam w momencie - i - własnie w tym miejscu popełniłam gafę. Odpowiedziałam mu "może później" i sb poszłysmy. Na tym sie skonczyła nasza jakze krotka rozmowa. na to moja kolezanka powiedziala "jak jestes chetna to jedz z nim" a ja na to "z obcym sie bede zabierac, nie znam go", ona na to "no tak, racja" - i to by było tyle.
Lecz to nie koniec moich przygód. Również dziś zepsuł się tramwaj, ktorym jechalysmy na uczelnie. Wiec sie spoznilysmy, ale na zajecia jeszcze przyszlysmy (na szczescie;)).
Co poza tym
Tak sb czasem mysle, ze moze najwyzszy czas przestac sie uganiac za marzeniami (czyli za przystojnymi chlopakami - ktorzy, przynajmniej ci, na których trafiałam - mają wymagania z kosmosu, i czesto sa egoistami), zejsc na ziemie i dostrzegac bardziej wartosciowe osoby. Możliwe, że to dobry trop.
Tymczasem pozdrawiam Was serdecznie i czekajcie za moimi kolejnymi przygodami zyciowymi w nastepnym poście;)
Co u mnie...
Ogólnie to wróciłam do starych w czwartek i miałam b. dużo roboty przed świętami - wiadomo przygotowania do nich były bardzo czaso i pracochłonne. Muszę stwierdzić że w Wielkanoc - odwiedziła nas siostra mojej mamy wraz z kuzynami i babcią. Rety, nie byli u nas chyba ze 12 lat. To b. miłe że przyjechali. Wieczorem, tego samego dnia pojechałam na imprezę. I co? - i nic. Jechałam z bratem, jego dziewczyną i naszym kuzynem. W klubie spotkałam kilku znajomych ale mimo wszystko, nikogo nie poznałam. Znow nie potrafiłam się pierwsza do przystojniaków, no i ludzi było full - tak, że nie było gdzie nawet potańczyć. Echhhh chyba się starzeję, bo coraz młodsi jeżdżą na imprezy, ale co tam, przynajmniej się uśmiałam w gronie rodziny i znajomych.
W drugie święto, to my pojechaliśmy w odwiedziny do siostry mojego taty. Muszę przyznać, że nikt mnie tego dnia nie oblał. W klubie też byłam i znów nikogo nie poznałam, bo byłam z taką ekipą nie bardzo - czyli z koleżanką jej chłopakiem i bratem, tak więc większość myślała że jej brat to mój chłopak, bo nie odstępował mnie na krok. Po drugie, było mało ludzi tego dnia i praktycznie same małolaty, więc nie było raczej w czym przebierać. No i tego dnia zobaczylam swojego bylego na imprezie - normalnie wscieklosc mnie dopadla - zepsuł mi humor do konca imprezy - samą swoją obecnością. Poza tym, ten stary dziad, o którym wam pisałam nie dawał mi spokoju przez ciagle smsy w swieta i pytania co u mnie i kiedy moze mnie odwiedzic. Cholerka, musiał się skubaniec przypomniec, i zawracac mi glowe echhhh..:/ mam pecha do takich ludzi:(
Co więcej...
Cieszę się, że chociaż jedna przyjaciółka chciała się ze mną spotkać, choć przez te święta znow nie wyszło. Znow musze powiedziec moze nastepnym razem, ale czy to wypali? tego nie wiem, ale mimo wszystko jestem dobrej mysli.
Co poza tym
jestem już w miescie (od wtorku po południu), a jutro muszę oddać wypisane ankiety. No zobaczymy jak to bedzie, i czy się wyrobię z tym wszystkim.
Co dalej
Zauważyłam, że jak chodzę po mieście z koleżankami, to miewam przeboje i to dosłownie. Np dziś byłam z koleżanką na spacerze, kiedy zauważyłam na chodniku piękny motor - chopper z tego co wiem (gdyz podobny ma moj brat).Ach, ta moja słabość do ładnych motorów i samochodów;). Patrzyłam się na to cudo ustawione na chodniku. Obok niego stał nawet w miarę niezły chłopak. I on, widząc jak się lampię na ten motor powiedział do nas "dziewczyny, chcecie się przejechać ze mną motocyklem?". Osłupiałam w momencie - i - własnie w tym miejscu popełniłam gafę. Odpowiedziałam mu "może później" i sb poszłysmy. Na tym sie skonczyła nasza jakze krotka rozmowa. na to moja kolezanka powiedziala "jak jestes chetna to jedz z nim" a ja na to "z obcym sie bede zabierac, nie znam go", ona na to "no tak, racja" - i to by było tyle.
Lecz to nie koniec moich przygód. Również dziś zepsuł się tramwaj, ktorym jechalysmy na uczelnie. Wiec sie spoznilysmy, ale na zajecia jeszcze przyszlysmy (na szczescie;)).
Co poza tym
Tak sb czasem mysle, ze moze najwyzszy czas przestac sie uganiac za marzeniami (czyli za przystojnymi chlopakami - ktorzy, przynajmniej ci, na których trafiałam - mają wymagania z kosmosu, i czesto sa egoistami), zejsc na ziemie i dostrzegac bardziej wartosciowe osoby. Możliwe, że to dobry trop.
Tymczasem pozdrawiam Was serdecznie i czekajcie za moimi kolejnymi przygodami zyciowymi w nastepnym poście;)
sobota, 12 kwietnia 2014
Niedługo święta - zapowiada się pracowity tydzień. Lecz, w życiu musi być czas na przyjemności - moje urodziny.
Hej:) dawno nie wstawiałam postu, tak więc czas nadrobić zaległości. Więc trochę się wydarzyło w ostatnim czasie, o czym chcę napisać.
Chodzę na zajęcia od pn do pt, robię zadania ciągle, co 2 tygodnie zjeżdżam do rodziny (co jest związane z badaniami terenowymi, niezbędnymi do napisania pracy). Weekendy różnie spędzam - jeśli zostaję w mieście to odrabiam lekcje (z którymi już zalegam od dłuższego czasu, gdyż ciągle brakuje mi czasu). Jeśli jestem u rodziny, to sprzątam i pomagam mamie, lub ogólnie na polu. Teraz wracam do rodziców na święta pewnie w czwartek. Zapowiada się duużo sprzątania i przygotowania potraw;) ale - dam radę:) Bo jak nie ja to kto?XD
Co poza tym...
3 tygodnie temu, kiedy zjechałam do rodziców, koleżanka z roku ze swoim chłopakiem i jej brat, zabrali mnie na kręgle do pobliskiego miasta. Muszę stwierdzić, że było naprawdę fajnie, rozerwałam się trochę i miło spędziłam czas z nimi;). Po kręglach pojechaliśmy na pizzę. Wypad był bardzo udany;). W tamtym tygodniu również byłam u rodziny, tak więc miałam się wybrać z tą samą ekipą na basen, do okolicznej miejscowości, ale nie wyszło. Cóż, czasem tak też bywa:(
Co potem
Następnie, miałam plan, żeby się spotkać z moimi przyjaciółkami, ale nie wyszło. No cóż, może po świętach się jakoś uda.
Co więcej
Na portalu społecznościowym od tego tygodnia, zaczął pisać do mnie pewien w miarę fajny chłopak. Tylko że jest pewien problem - on pochodzi z moich okolic. Szkoda, źle się z tym czuję, bo jednak chciałabym mieszkać w mieście. Już sama nie wiem, czy z nim pisać czy nie, bo nie zawsze mam na to czas, ale przemyślę sprawę. Lecz muszę przyznać, że na tą chwilę wciąż nie mam ochoty na nowe znajomości, choć czuję się tak, jakbym była pod presją rodziny i znajomych - ale to już inna historia.
Pozatym
Jest super, bo wreszcie nie myślę o tym przystojniaku, o którym Wam wiele razy wspominałam. Co więcej, ten stary facet też się już do mnie nie odzywa, i jest bardzo dobrze, cieszę się;)
W końcu mogę napisać o bardzo ważnym dniu, a mianowicie - dziś są moje urodziny;) Co prawda w tamten wtorek świętowałam je z koleżankami z roku w swoim mieszkaniu, ale będę jeszcze raz je świętować w większym gronie, prawdopodobnie po świętach;) Ale mimo wszystko się cieszę;) i jednocześnie smucę, bo jestem starsza o rok, ale to nic, normalka;). Co zamierzam zrobić dziś? Zrobiłam sernik na zimno, poukładam na nim świeczki (tak, wiem, że to nietypowe, ale akurat mam takie ciasto). Dalej, pomyślę życzenie (ale to tajemnica) i zdmuchnę świeczki - ponieważ zostałam sama w ten weekend w mieście, tak więc świętować też będę sama z tego powodu. Co potem - nie mam jeszcze sprecyzowanych planów na dalszą część dnia. Ale na pewno nie będę się nudzić.
Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i do następnego postu.
Chodzę na zajęcia od pn do pt, robię zadania ciągle, co 2 tygodnie zjeżdżam do rodziny (co jest związane z badaniami terenowymi, niezbędnymi do napisania pracy). Weekendy różnie spędzam - jeśli zostaję w mieście to odrabiam lekcje (z którymi już zalegam od dłuższego czasu, gdyż ciągle brakuje mi czasu). Jeśli jestem u rodziny, to sprzątam i pomagam mamie, lub ogólnie na polu. Teraz wracam do rodziców na święta pewnie w czwartek. Zapowiada się duużo sprzątania i przygotowania potraw;) ale - dam radę:) Bo jak nie ja to kto?XD
Co poza tym...
3 tygodnie temu, kiedy zjechałam do rodziców, koleżanka z roku ze swoim chłopakiem i jej brat, zabrali mnie na kręgle do pobliskiego miasta. Muszę stwierdzić, że było naprawdę fajnie, rozerwałam się trochę i miło spędziłam czas z nimi;). Po kręglach pojechaliśmy na pizzę. Wypad był bardzo udany;). W tamtym tygodniu również byłam u rodziny, tak więc miałam się wybrać z tą samą ekipą na basen, do okolicznej miejscowości, ale nie wyszło. Cóż, czasem tak też bywa:(
Co potem
Następnie, miałam plan, żeby się spotkać z moimi przyjaciółkami, ale nie wyszło. No cóż, może po świętach się jakoś uda.
Co więcej
Na portalu społecznościowym od tego tygodnia, zaczął pisać do mnie pewien w miarę fajny chłopak. Tylko że jest pewien problem - on pochodzi z moich okolic. Szkoda, źle się z tym czuję, bo jednak chciałabym mieszkać w mieście. Już sama nie wiem, czy z nim pisać czy nie, bo nie zawsze mam na to czas, ale przemyślę sprawę. Lecz muszę przyznać, że na tą chwilę wciąż nie mam ochoty na nowe znajomości, choć czuję się tak, jakbym była pod presją rodziny i znajomych - ale to już inna historia.
Pozatym
Jest super, bo wreszcie nie myślę o tym przystojniaku, o którym Wam wiele razy wspominałam. Co więcej, ten stary facet też się już do mnie nie odzywa, i jest bardzo dobrze, cieszę się;)
W końcu mogę napisać o bardzo ważnym dniu, a mianowicie - dziś są moje urodziny;) Co prawda w tamten wtorek świętowałam je z koleżankami z roku w swoim mieszkaniu, ale będę jeszcze raz je świętować w większym gronie, prawdopodobnie po świętach;) Ale mimo wszystko się cieszę;) i jednocześnie smucę, bo jestem starsza o rok, ale to nic, normalka;). Co zamierzam zrobić dziś? Zrobiłam sernik na zimno, poukładam na nim świeczki (tak, wiem, że to nietypowe, ale akurat mam takie ciasto). Dalej, pomyślę życzenie (ale to tajemnica) i zdmuchnę świeczki - ponieważ zostałam sama w ten weekend w mieście, tak więc świętować też będę sama z tego powodu. Co potem - nie mam jeszcze sprecyzowanych planów na dalszą część dnia. Ale na pewno nie będę się nudzić.
Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i do następnego postu.
sobota, 15 marca 2014
Semestr trwa już na dobre, a Ja nie mogę się coś zmobilizować do tego wszystkiego - o mej codzienności
Hejka kochani;) Znów muszę Was przeprosić za nieobecność. Nowy semestr trwa już od półtora miesiąca. I co? Zmienił mi się plan, pozatym muszę pisać pracę, wiec robię tzw badania terenowe. Mam na to już tylko 2 tygodnie (niecałe). Ale, przejdźmy do rzeczy.
W tym miesiącu, nie wydarzyło się nic szczególnego. No może tylko to, że byłam ze znajomymi dziewczynami na ostatkach, na których średnio się bawiłam, no i nikogo nie poznałam (pomimo tego, że odwiedziłyśmy aż 3 kluby). Teraz już nie będziemy przez cały post nigdzie chodziły (mam taką nadzieję) A tak to byłam w odwiedziny u starych i przy okazji zrobić częściowe badania w tamten weekend. Jednak, musiałam im pomagać w gospodarstwie. Ale, czas na przyjemności też znajduję. W tamtym tygodniu kupiłam sobie kurtkę wiosenną, która się większości dziewczynom podoba. A tak pozatym, u mnie to głównie szkoła i odrabianie lekcji.
Co dalej?
Nie piszę już z żadnym chłopakiem smsów i na portalu społecznościowym też nie, zrobiłam sobie wolne od tego. Chociaż dziewczyny mnie namawiają na odezwanie się do ich kolegów, ale jakoś nie mam nastroju i ochoty aby do kogoś napisać
Następnie...
Mam nadzieję, że któregoś weekendu, spotkam się z moimi przyjaciółkami, z którymi się już bardzo długo nie widziałam. Wierzę, że to niedługo może nastąpi.
Co potem..
Mam już dość myślenia o tym przystojniaku, o którym Wam kilka razy wspominałam ale kurcze, jakoś nie mogę o nim zapomnieć. Już prawie pół roku minęło, a ja wciąż pamiętam jak on wygląda, i to spotkanie. Co jest naprawdę dziwne, gdyż spotykałam się z innymi kolesiami w tym czasie, jednak Ten chłopak, wywarł na mnie największe wrażenie, i pewnie tylko dlatego. Niestety, on do mnie się wgl nie odzywa. Echh, pewnie już dawno sb jakąś seksbombę znalazł, bo nie wierzę, że teraz jest sam. Obok niego zawsze stado dziewczyn się kręci, więc wniosek wysnuwa się sam z siebie.
Co następnie...
Przyszły tydzień, zapowiada się pracowicie, tak jak i ten, choć już kończący się weekend, ale jak już wspominałam, muszę się zmobilizować do pracy.A no a co? - bo tak trzeba. i przede wszystkim nie myśleć o tym chłopaku, bo zwariuję któregoś dnia.
Tak więc - do kolejnego postu;)
W tym miesiącu, nie wydarzyło się nic szczególnego. No może tylko to, że byłam ze znajomymi dziewczynami na ostatkach, na których średnio się bawiłam, no i nikogo nie poznałam (pomimo tego, że odwiedziłyśmy aż 3 kluby). Teraz już nie będziemy przez cały post nigdzie chodziły (mam taką nadzieję) A tak to byłam w odwiedziny u starych i przy okazji zrobić częściowe badania w tamten weekend. Jednak, musiałam im pomagać w gospodarstwie. Ale, czas na przyjemności też znajduję. W tamtym tygodniu kupiłam sobie kurtkę wiosenną, która się większości dziewczynom podoba. A tak pozatym, u mnie to głównie szkoła i odrabianie lekcji.
Co dalej?
Nie piszę już z żadnym chłopakiem smsów i na portalu społecznościowym też nie, zrobiłam sobie wolne od tego. Chociaż dziewczyny mnie namawiają na odezwanie się do ich kolegów, ale jakoś nie mam nastroju i ochoty aby do kogoś napisać
Następnie...
Mam nadzieję, że któregoś weekendu, spotkam się z moimi przyjaciółkami, z którymi się już bardzo długo nie widziałam. Wierzę, że to niedługo może nastąpi.
Co potem..
Mam już dość myślenia o tym przystojniaku, o którym Wam kilka razy wspominałam ale kurcze, jakoś nie mogę o nim zapomnieć. Już prawie pół roku minęło, a ja wciąż pamiętam jak on wygląda, i to spotkanie. Co jest naprawdę dziwne, gdyż spotykałam się z innymi kolesiami w tym czasie, jednak Ten chłopak, wywarł na mnie największe wrażenie, i pewnie tylko dlatego. Niestety, on do mnie się wgl nie odzywa. Echh, pewnie już dawno sb jakąś seksbombę znalazł, bo nie wierzę, że teraz jest sam. Obok niego zawsze stado dziewczyn się kręci, więc wniosek wysnuwa się sam z siebie.
Co następnie...
Przyszły tydzień, zapowiada się pracowicie, tak jak i ten, choć już kończący się weekend, ale jak już wspominałam, muszę się zmobilizować do pracy.A no a co? - bo tak trzeba. i przede wszystkim nie myśleć o tym chłopaku, bo zwariuję któregoś dnia.
Tak więc - do kolejnego postu;)
środa, 19 lutego 2014
Po sesji i w jeszcze trwającej przerwie od szkoły, czas nadrobić zaległości;)
Witam Was kochani. Trochę się działo przez ostatnie 2 miesiące. przepraszam że nie dałam znaku życia, przez tyle czasu - nie miałam zbytnio czasu aby napisać posta, ale po kolei.
Po pierwsze...
Styczeń to był czas oddawania zadań i prac semestralnych a także pisania kolokwiów i zaliczeń, czyli miałam bardzo mało czasu wolnego dla wszystkich. Początek lutego to sesja która była dla mnie bardzo męcząca, ale dałam radę, na całe szczęście. Zaraz po egzaminach wybrałam się z koleżankami świętować udaną sesję. Tak naprawdę świętowałyśmy dwa razy. Pierwszy raz w miescie w klubie ( było fajnie, wsród znajomych dziewcząt, robiłysmy toasty potanczylysmy troche, no i poznałam kolesia młodszego niestety ode mnie, ale to szczegół). Druga impreza z dziewczynami była w pobliskiej dyskotece, już po powrocie na prawie 2 tygodnie do rodziców (było inaczej, ale też fajnie, poznałam bardzo fajnego chłopaka, z którym mam zrobione zdjęcie i on znalazł mnie na fb, tylko że - no właśnie - nie wymieniłam się z nim numerem telefonu, ale to da się nadrobić. nie wiem tylkoczy warto robić mu nadzieję, gdyż jest młodszy ( w wieku mego brata, a z młodszymi chłopakami nigdy mi się nie udawało) no ale w kazdym bądz razie spróbowac można.
Co dalej....
Podczas, gdy byłam u rodziców, natrafiłam na remont w domu. Tak więc miałam całe półtora tygodnia na pomoc rodzinie w ogarnięciu domu. Przyznam szczerze, roboty było bardzo dużo musiałam ścierać kurze, myć podłogi nawet po kilka razy dziennie bo brudzili, prać dywany itp. Na szczęście skończyłam i mogłam wrócić do siebie.
Jak spędziłam walentynki?
Nio właśnie, to b. dobre pytanie. Powiem tak, pamiętacie jak wam mówilam o tym chłopaku co do mnie startował - oszukał mnie, i zranił. Po prostu, pisał cały czas ze swoją byłą, nawet kiedy był ze mną, ponadto poszedł z nią na studniówkę, czego nie mogłam mu wybaczyć. Tak więc przestałam się do niego odzywać, zerwałam z nim wszelki kontakt. Więc co z walentynkami? 14 lutego, pojechałam na imprezę z bratem do pobliskiego klubu. Powiem Wam szczerze, że poznałam znowu kolesi, młodszych, ale pomyslałam lepszy rydz niż nic, i z nimi się bawiłam przez cała imprezę. Powiem też szczerze że nie spodziewałam się że mój były chłopak na niej też będzie. Nie miałam zamiaru się z nim bawic wiec dlatego imprezowalam z innymi. Ten jak mnie w innym towarzystwie zobaczył to się wściekł nas mnie, ale sceny nie zrobił w klubie na całe szczęście;) Dopiero na fb mi wygarnął co jest grane, ale - to już skończona historia z nim. Mimo wszystko, walentynki mi się udały;)
Co dalej...
Los tak chciał, że nie spotkałam się z przyjaciółkami przez ostatnie 2 tygodnie, znów nie mogłyśmy się zgrać. Mam nadzieję, że kiedyś to nastąpi, chociaż z 1 z nich się spotkałam, na dworcu, jak żeśmy wracały z innych miast. Chociaż z tego jestem zadowolona i mam nadzieję, że nie zapomną o mnie i że się kidyś wszystkie spotkamy.
Co teraz...
Teraz, tzn przedwczoraj wróciłam do miasta, i probóje pisać moją pracę dyplomową. Oj muszę się zmusić, nie ma co narzekać, gdyż czasu coraz mniej zostało.
Zbiegów okoliczności ciąg dalszy...
W poniedziałek ni stąd ni z owąd, pewna pani (tak gdzieś 50+) w miejskiej komunikacji, jadącej na moje osiedle, zagadała do mnie tak po prostu. Po dłuzszej rozmowie, dowiedziałam się że mieszkamy obok siebie, i ona także mieszka sama ale w innym bloku. Zrobiło mi się jej trochę żal, a jej jest smutno, że jest i mieszka sama, nawet nie ma z kim pogadać, tak od czasu do czasu. Dlatego też jestem zaproszona do niej na pogaduchy, kiedyś tam jak znajdę czas. Z pewnością dotrzymam jej towarzystwa w wolnym czasie, gdyż uważam, że trzeba sobie pomagać nawzajem:) W końcu to moja nie aż tak daleka sąsiadka;)
Mam jednak problem innej natury...
Nio właśnie. Jest ktoś, o kim ciągle myślę, praktycznie bez przerwy. Pamiętacie jak Wam pisałam w listopadzie zeszłego roku o randce z przystojniakiem?. Nie mogę o nim zapomnieć. To niesamowite i niebywałe, wgl jak to możliwe, że minęło tyle czasu, spotkałam się z nim tylko raz, a ja wciąż o nim myslę. Może to fakt iż był mega zajebiaszczo przystojny, najprzystojniejszy z chłopaków których dotychczas poznawałam i z ktorymi chodziłam. Może to fakt że podobał mi się bardzo, był starszy ode mnie i wysoki. Jednak przypomnę - był on moim totalnym przeciwieństwem, jeśli chodzi o charakter, co zdążyłam zauważyć. On przystojny i bardzo wysportowany i do tego żołnierz, ja przeciętna, on śmiały ekstrawertyk ja cicha spokojna i nieśmiała introwertyczka. On bardzo rozmowny, ja prawie nic nie mówiłam, on strasznie porywczy i energiczny, ja sztywna i powolna. Jedyne co nas łączyło to podobne dzieciństwo, podobne upodobania kulinarne i troszkę podobne zainteresowania. Tak więc, on sam się do mnie pierwszy nie odzywał więc ja też się do niego nie odzywałam smsowo później do niego, bo stwierdziłam że to nie ma najmniejszego sensu, za dużo różnic a za mało podobieństw było między nami. On może mieć każdą, gdyż jest wysoki przystojny i pewny siebie, energiczny, wygadany - marzenie każdej dziewczyny. Wręcz powiedziałabym, że nie może się opędzić od dziewczyn. Widziałam, jaki wzbudzał zachwyt i zazdrość wśród mijanych na ulicy dziewcząt, które tak jak ja wodziły za nim wzrokiem, jak przechadzałam się z nim po mieście na pierwszej i niestety ostatniej pamiętnej randce w ciemno. Dlaczego w ciemno? Bo umówiła nas koleżakna, na rynku, pamiętam, że nawet nigdy wcześniej się nie widzieliśmy na oczy. Ale nie oszukujmy się, gdyby tak nie postąpiła ta koleżanka, on nawet by na mnie nie spojżał, gdybym szła ulicą. Po tym spotkaniu odniosłam wrażenie, że nie byłam w jego typie.Nawet powiem więcej, nie potrafiłabym go utrzymać przy sobie, sam by mnie zostawił, prędzej czy później. Ja szukam nieco innych priorytetów. Mój chłopak ma być charakterem podobny do mnie as nie być całkowitym przeciwieństwem. Tak postąpiłam a teraz cierpię (kurde no:( ). Ale z 2 str, może i dobrze się stało, znajdzie sobie lepszą fajniejszą dziewczynę, z odpowiednimi wymiarami itp itd. echhhhhhhh:/ mam nadzieję że to zauroczenie mi przejdzie kiedyś, byle tylko nie trwało to rok, bo będzie bardzo źle.
Perspektywa na nadchodzące dni - mam nadzieję że moje samopoczucie się poprawi, i że wreszcie zmobilizuję się do pracy, bo jak na razie idzie mi to b. ciężko. Póki co, będę sobie mówiła myśl pozytywnie - może to coś zdziała.
Tymczasem pozdrawiam Was serdecznie i do następnego postu kochani;)
Po pierwsze...
Styczeń to był czas oddawania zadań i prac semestralnych a także pisania kolokwiów i zaliczeń, czyli miałam bardzo mało czasu wolnego dla wszystkich. Początek lutego to sesja która była dla mnie bardzo męcząca, ale dałam radę, na całe szczęście. Zaraz po egzaminach wybrałam się z koleżankami świętować udaną sesję. Tak naprawdę świętowałyśmy dwa razy. Pierwszy raz w miescie w klubie ( było fajnie, wsród znajomych dziewcząt, robiłysmy toasty potanczylysmy troche, no i poznałam kolesia młodszego niestety ode mnie, ale to szczegół). Druga impreza z dziewczynami była w pobliskiej dyskotece, już po powrocie na prawie 2 tygodnie do rodziców (było inaczej, ale też fajnie, poznałam bardzo fajnego chłopaka, z którym mam zrobione zdjęcie i on znalazł mnie na fb, tylko że - no właśnie - nie wymieniłam się z nim numerem telefonu, ale to da się nadrobić. nie wiem tylkoczy warto robić mu nadzieję, gdyż jest młodszy ( w wieku mego brata, a z młodszymi chłopakami nigdy mi się nie udawało) no ale w kazdym bądz razie spróbowac można.
Co dalej....
Podczas, gdy byłam u rodziców, natrafiłam na remont w domu. Tak więc miałam całe półtora tygodnia na pomoc rodzinie w ogarnięciu domu. Przyznam szczerze, roboty było bardzo dużo musiałam ścierać kurze, myć podłogi nawet po kilka razy dziennie bo brudzili, prać dywany itp. Na szczęście skończyłam i mogłam wrócić do siebie.
Jak spędziłam walentynki?
Nio właśnie, to b. dobre pytanie. Powiem tak, pamiętacie jak wam mówilam o tym chłopaku co do mnie startował - oszukał mnie, i zranił. Po prostu, pisał cały czas ze swoją byłą, nawet kiedy był ze mną, ponadto poszedł z nią na studniówkę, czego nie mogłam mu wybaczyć. Tak więc przestałam się do niego odzywać, zerwałam z nim wszelki kontakt. Więc co z walentynkami? 14 lutego, pojechałam na imprezę z bratem do pobliskiego klubu. Powiem Wam szczerze, że poznałam znowu kolesi, młodszych, ale pomyslałam lepszy rydz niż nic, i z nimi się bawiłam przez cała imprezę. Powiem też szczerze że nie spodziewałam się że mój były chłopak na niej też będzie. Nie miałam zamiaru się z nim bawic wiec dlatego imprezowalam z innymi. Ten jak mnie w innym towarzystwie zobaczył to się wściekł nas mnie, ale sceny nie zrobił w klubie na całe szczęście;) Dopiero na fb mi wygarnął co jest grane, ale - to już skończona historia z nim. Mimo wszystko, walentynki mi się udały;)
Co dalej...
Los tak chciał, że nie spotkałam się z przyjaciółkami przez ostatnie 2 tygodnie, znów nie mogłyśmy się zgrać. Mam nadzieję, że kiedyś to nastąpi, chociaż z 1 z nich się spotkałam, na dworcu, jak żeśmy wracały z innych miast. Chociaż z tego jestem zadowolona i mam nadzieję, że nie zapomną o mnie i że się kidyś wszystkie spotkamy.
Co teraz...
Teraz, tzn przedwczoraj wróciłam do miasta, i probóje pisać moją pracę dyplomową. Oj muszę się zmusić, nie ma co narzekać, gdyż czasu coraz mniej zostało.
Zbiegów okoliczności ciąg dalszy...
W poniedziałek ni stąd ni z owąd, pewna pani (tak gdzieś 50+) w miejskiej komunikacji, jadącej na moje osiedle, zagadała do mnie tak po prostu. Po dłuzszej rozmowie, dowiedziałam się że mieszkamy obok siebie, i ona także mieszka sama ale w innym bloku. Zrobiło mi się jej trochę żal, a jej jest smutno, że jest i mieszka sama, nawet nie ma z kim pogadać, tak od czasu do czasu. Dlatego też jestem zaproszona do niej na pogaduchy, kiedyś tam jak znajdę czas. Z pewnością dotrzymam jej towarzystwa w wolnym czasie, gdyż uważam, że trzeba sobie pomagać nawzajem:) W końcu to moja nie aż tak daleka sąsiadka;)
Mam jednak problem innej natury...
Nio właśnie. Jest ktoś, o kim ciągle myślę, praktycznie bez przerwy. Pamiętacie jak Wam pisałam w listopadzie zeszłego roku o randce z przystojniakiem?. Nie mogę o nim zapomnieć. To niesamowite i niebywałe, wgl jak to możliwe, że minęło tyle czasu, spotkałam się z nim tylko raz, a ja wciąż o nim myslę. Może to fakt iż był mega zajebiaszczo przystojny, najprzystojniejszy z chłopaków których dotychczas poznawałam i z ktorymi chodziłam. Może to fakt że podobał mi się bardzo, był starszy ode mnie i wysoki. Jednak przypomnę - był on moim totalnym przeciwieństwem, jeśli chodzi o charakter, co zdążyłam zauważyć. On przystojny i bardzo wysportowany i do tego żołnierz, ja przeciętna, on śmiały ekstrawertyk ja cicha spokojna i nieśmiała introwertyczka. On bardzo rozmowny, ja prawie nic nie mówiłam, on strasznie porywczy i energiczny, ja sztywna i powolna. Jedyne co nas łączyło to podobne dzieciństwo, podobne upodobania kulinarne i troszkę podobne zainteresowania. Tak więc, on sam się do mnie pierwszy nie odzywał więc ja też się do niego nie odzywałam smsowo później do niego, bo stwierdziłam że to nie ma najmniejszego sensu, za dużo różnic a za mało podobieństw było między nami. On może mieć każdą, gdyż jest wysoki przystojny i pewny siebie, energiczny, wygadany - marzenie każdej dziewczyny. Wręcz powiedziałabym, że nie może się opędzić od dziewczyn. Widziałam, jaki wzbudzał zachwyt i zazdrość wśród mijanych na ulicy dziewcząt, które tak jak ja wodziły za nim wzrokiem, jak przechadzałam się z nim po mieście na pierwszej i niestety ostatniej pamiętnej randce w ciemno. Dlaczego w ciemno? Bo umówiła nas koleżakna, na rynku, pamiętam, że nawet nigdy wcześniej się nie widzieliśmy na oczy. Ale nie oszukujmy się, gdyby tak nie postąpiła ta koleżanka, on nawet by na mnie nie spojżał, gdybym szła ulicą. Po tym spotkaniu odniosłam wrażenie, że nie byłam w jego typie.Nawet powiem więcej, nie potrafiłabym go utrzymać przy sobie, sam by mnie zostawił, prędzej czy później. Ja szukam nieco innych priorytetów. Mój chłopak ma być charakterem podobny do mnie as nie być całkowitym przeciwieństwem. Tak postąpiłam a teraz cierpię (kurde no:( ). Ale z 2 str, może i dobrze się stało, znajdzie sobie lepszą fajniejszą dziewczynę, z odpowiednimi wymiarami itp itd. echhhhhhhh:/ mam nadzieję że to zauroczenie mi przejdzie kiedyś, byle tylko nie trwało to rok, bo będzie bardzo źle.
Perspektywa na nadchodzące dni - mam nadzieję że moje samopoczucie się poprawi, i że wreszcie zmobilizuję się do pracy, bo jak na razie idzie mi to b. ciężko. Póki co, będę sobie mówiła myśl pozytywnie - może to coś zdziała.
Tymczasem pozdrawiam Was serdecznie i do następnego postu kochani;)
piątek, 3 stycznia 2014
Po świętach i po sylwku, czas się obudzić z nowymi siłami, skończyć z imprezowym szaleństwem i wziąść się do roboty! ;)
Hej;) Witam Was Kochani, w Nowym Roku 2014;). Dużo się ostatnio wydarzyło i dawno nie pisałam, tak więc jest o czym pisać.
Zacznę od początku
Wróciłam na święta do rodziny. i co? Nic szczególnego. Pomogłam mamie w przygotowaniu świątecznych specjałów. Wtedy nikt nas nie odwiedził, ale... dostałam od rodziców b. ładny prezent na święta - łańcuszek z serduszkiem;)
Co dalej...
W pierwsze święto, wybrałam się na imprezę, do jednego z pobliskich klubów. Wybrałam się na nią z bratem i z jego znajomymi dziewczynami. Z nimi impreza była mega. Na niej poznałam chłopaka, z którym trochę pogadałam i muszę stwierdzić, że jest podobny z charakteru do mnie i dodatkowo miał podobne przeżycia z rodziną, głównie rodzicami co ja. Pomyślałam sobie-dobra, choć nr telefonu od niego wezmę.
Następnie...
W drugie święto, już nie było tak kolorowo, jak w pierwsze. Przyznaję, nie miałam udanej imprezy gdyż byłam bez ekipy, z którą byłam w pierwsze święto, pozatym, byłam w zupełnie innym klubie. M.in. przez to nikogo nie poznałam.
Potem przyszła sobota i następna impra, na której, byłam z koleżanką ze studiów. Na niej, poznałam 3 chłopaków.
W niedzielę wybrałam się z chłopakami poznanymi na imprezie, na pizzę do pobliskiego miasta. Było super, gdyż nikt mnie tak nie rozbawił już dawno, jak oni;)
W poniedziałek miałam w domu kolędę. W dodatku, pochodze ze wsi, tak więc tu wyznacza się osoby, które wożą księdza po wsi. W tym roku to naszej rodzinie, przypadło księdza wozić od domu do domu. Tak więc ksiądz poświęcił dom, pogadał z nami i poszedł w dalszą drogę, odwiedzać sąsiadów.
Na sylwka, nie planowałam że gdzieś się wybiorę. Kolega, który kiedyś chciał ze mną chodzić, ale nie wyszło, zapraszał mnie do spędzenia sylwka z nim własnie. Mówił że sam po mnie przyjedzie i odwiezie mnie całą i zdrową, że nic mi się nie stanie. Jednak, było to zbyt podejżane i bardzo spontaniczne, dlatego odmówiłam mu, ale do dziś, utrzymuję z nim kontakt smsowy. Dlatego też, na sylwestra, wybrałam się z bratem do tego samego klubu, w którym byłam w pierwsze święto. Początek tej imprezy zapowiadał się nieciekawie, jednak po godzinie czasu, na impr zjawili się koledzy, których poznałam w pierwsze święto. To własnie z nimi, a w szczególności z tym chłopakiem właśnie spędziłam sylwestra. Muszę przyznać, że na tym sylwku, traktował mnie on jakbym była jego dziewczyną, więc było super;) Nowy Rok dzięki temu, zaczął się dla mnie bardzo szczęśliwie;)
W nowy rok, wieczorem, odwiedził mnie chłopak, który spędził ze mną sylwka. Było fajnie, pogadaliśmy sb, przez to trochę się już znamy.
Następnie...
Od wczoraj wróciłam do miasta, i wreszcie mogę szczęśliwie wziąść się za robienie zadań na uczelnię, a przyznam szczerze, że jest ich b. dużo. Niewiele zrobiłam, dlatego tymbardziej muszę się z nimi wyrobić na czas
Co teraz...
Cały czas zastanawiam się, czy uda mi się stworzyć związek na odległość, z chłopakiem poznanym na imprezie. Nie wiem jak będzie, czas pokaże czy nam się ułoży. Przyznam że jest bardzo w moim typie. Nie za piękny, powiedziałabym przeciętny, starszy - ma 24 lata, wyższy ode mnie, ma zrobione prawko i samochód (nie ważne że jest zwykły, ważne że ma i nim jeździ). Tylko, że, no właśnie i znów jest ale - nie przypadł moim rodzicom do gustu, gdyż jest bardzo biedny, na tą chwilę nie ma pracy, ale ma masę pomysłów. No i ma ojca pijaka - a to chyba najgorsze co może być. Tak więc mowię, nie wiadomo jak z nami będzie.
Pozdrawiam Was bardzo serdecznie w karnawale. I co? - do kolejnego postu;) 3-majcie się:).
Zacznę od początku
Wróciłam na święta do rodziny. i co? Nic szczególnego. Pomogłam mamie w przygotowaniu świątecznych specjałów. Wtedy nikt nas nie odwiedził, ale... dostałam od rodziców b. ładny prezent na święta - łańcuszek z serduszkiem;)
Co dalej...
W pierwsze święto, wybrałam się na imprezę, do jednego z pobliskich klubów. Wybrałam się na nią z bratem i z jego znajomymi dziewczynami. Z nimi impreza była mega. Na niej poznałam chłopaka, z którym trochę pogadałam i muszę stwierdzić, że jest podobny z charakteru do mnie i dodatkowo miał podobne przeżycia z rodziną, głównie rodzicami co ja. Pomyślałam sobie-dobra, choć nr telefonu od niego wezmę.
Następnie...
W drugie święto, już nie było tak kolorowo, jak w pierwsze. Przyznaję, nie miałam udanej imprezy gdyż byłam bez ekipy, z którą byłam w pierwsze święto, pozatym, byłam w zupełnie innym klubie. M.in. przez to nikogo nie poznałam.
Potem przyszła sobota i następna impra, na której, byłam z koleżanką ze studiów. Na niej, poznałam 3 chłopaków.
W niedzielę wybrałam się z chłopakami poznanymi na imprezie, na pizzę do pobliskiego miasta. Było super, gdyż nikt mnie tak nie rozbawił już dawno, jak oni;)
W poniedziałek miałam w domu kolędę. W dodatku, pochodze ze wsi, tak więc tu wyznacza się osoby, które wożą księdza po wsi. W tym roku to naszej rodzinie, przypadło księdza wozić od domu do domu. Tak więc ksiądz poświęcił dom, pogadał z nami i poszedł w dalszą drogę, odwiedzać sąsiadów.
Na sylwka, nie planowałam że gdzieś się wybiorę. Kolega, który kiedyś chciał ze mną chodzić, ale nie wyszło, zapraszał mnie do spędzenia sylwka z nim własnie. Mówił że sam po mnie przyjedzie i odwiezie mnie całą i zdrową, że nic mi się nie stanie. Jednak, było to zbyt podejżane i bardzo spontaniczne, dlatego odmówiłam mu, ale do dziś, utrzymuję z nim kontakt smsowy. Dlatego też, na sylwestra, wybrałam się z bratem do tego samego klubu, w którym byłam w pierwsze święto. Początek tej imprezy zapowiadał się nieciekawie, jednak po godzinie czasu, na impr zjawili się koledzy, których poznałam w pierwsze święto. To własnie z nimi, a w szczególności z tym chłopakiem właśnie spędziłam sylwestra. Muszę przyznać, że na tym sylwku, traktował mnie on jakbym była jego dziewczyną, więc było super;) Nowy Rok dzięki temu, zaczął się dla mnie bardzo szczęśliwie;)
W nowy rok, wieczorem, odwiedził mnie chłopak, który spędził ze mną sylwka. Było fajnie, pogadaliśmy sb, przez to trochę się już znamy.
Następnie...
Od wczoraj wróciłam do miasta, i wreszcie mogę szczęśliwie wziąść się za robienie zadań na uczelnię, a przyznam szczerze, że jest ich b. dużo. Niewiele zrobiłam, dlatego tymbardziej muszę się z nimi wyrobić na czas
Co teraz...
Cały czas zastanawiam się, czy uda mi się stworzyć związek na odległość, z chłopakiem poznanym na imprezie. Nie wiem jak będzie, czas pokaże czy nam się ułoży. Przyznam że jest bardzo w moim typie. Nie za piękny, powiedziałabym przeciętny, starszy - ma 24 lata, wyższy ode mnie, ma zrobione prawko i samochód (nie ważne że jest zwykły, ważne że ma i nim jeździ). Tylko, że, no właśnie i znów jest ale - nie przypadł moim rodzicom do gustu, gdyż jest bardzo biedny, na tą chwilę nie ma pracy, ale ma masę pomysłów. No i ma ojca pijaka - a to chyba najgorsze co może być. Tak więc mowię, nie wiadomo jak z nami będzie.
Pozdrawiam Was bardzo serdecznie w karnawale. I co? - do kolejnego postu;) 3-majcie się:).
środa, 27 listopada 2013
Dni mijają, obowiązki wzywają, dawne sympatie powracają.... a jednak, znajduję w sobie siłę, by sprostać tym zadaniom. I staram się nie wahać długo. I o to w tym wszystkim właśnie chodzi!
Hej;) Wreszcie mam chwilę, żeby napisać kolejnego posta. Co u mnie? - jak to co, normalka. Chodzę do szkoły, mam masę prac do zrobienia, od niecałych 3 tygodni skończyłam z imprezami - nie mam czasu żeby się z koleżankami gdzieś wybrać(z resztą, niedługo adwent, to tymbardziej nie powinnam). Jednak, muszę przyznać, że w zeszłych tygodniach trochę się wydarzyło.
3 tygodnie temu, byłam na weselu swego kuzyna. Było fajnie, choć muszę przyznać, że nie wybawiłam się:( Jak dobrze wiecie, jestem singielką, tak więc byłam na tym weselu bez partnera, ale za to wśród rodziny;) Przynajmniej sobie pogadałam, i potańczyłam z bratem i z tatą. W sumie nic szczególnego.
Potem, jakieś 2 tyg temu, odezwał się do mnie mój były. Miał w tym swój cel, a mianowicie - chciał spróbować ze mną jeszcze raz. Jednak ja się na to nie zgodziłam, z prostych powodów:
po 1 - wiem do czego on jest zdolny -on nie potrafi być wierny, zostawił mnie na dyskotece, i nie poczuwa się do winy. Co więcej, uważa że to moja wina, bo że za mało się nim interesowałam, co prawdą nie jest, gdyż zawsze byłam przy nim i mu pomagałam.
po 2 - on jest za bardzo kochliwy, wylewny i męczący - kochliwy - bo szybko się zakochuje, wylewny - bo użala się nad sobą, i lubi "wypłakiwać się dziewczynie w rękaw" - jak dla mnie to mięczak. Męczący - gdyż lubi zasypywać smsami - jak dla mnie to strata czasu i pieniędzy.
po 3 - za to pocieszanie, czy moją pomoc dla niego, nic nie daje w zamian od siebie, nawet nie pochwali, nie powie dobrego słowa. Powiem więcej - uważa że moja łaska się jemu należy - cóż za arogancja i bezczelność!Chociaż nigdy tak wprost nie mówił, takie odniosłam wrażenie.
po 4 - on mnie szpieguje, a ja nie lubię takich osób.
po 5 - prowadzi gospodarstwo rolne, z hodowlą. Kiedyś powiem Wam że mi to nie przeszkadzało, teraz jednak tak. Przejrzałam jego zamiary. On powiela schemat gospodarzy na wsi - skąd ja pochodzę, i gdzie mnie rodzice w podobny schemat starali wychować. Czyli rola kobiety = typowa kura domowa i pomoc w gospodarstwie i oprzątaniu. (Dowiedziałam się od niego, że z tego powodu, dziewczyna dla której mnie zostawił, od niego odeszła. Wszystko mi opowiedział. A więc tak: po 1 -była z miasta, i nie chciała pomagać w gospodarstwie, bo się na tym nie zna. Po drugie, ona jest po studiach a on po technikum, więc praktycznie niedużo ich łączyło, a więcej dzieliło. Co więcej, on nie chciał, żeby ona pracowała zawodowo, tylko w domu pracowała, jej to nie odpowiadało - dlatego myślę, że to wszystko było powodem jej ucieczki).
Teraz, chciałabym jej pogratulować, bo moim zdaniem dobrze zrobiła. Ten związek, byłby dla niej męczarnią całkowitą.
Dlatego też, z tych właśnie powodów, ja nie zgodziłam się na powrót do niego. W zeszłym tygodniu, kazałam mu się zmywać - no i odszedł, z wielką niechęcią i ogromnym ciężarem mu to przyszło, ale dał mi w końcu spokój z tymi smsami i dzwonieniem. Teraz mam przynajmniej święty spokój, i mogę skupić się na rzeczach ważnych, a nie na nieistotnych.
Co teraz? U mnie zaczyna się już świąteczny nastrój. Zaczynam w wolnych chwilach powoli słuchać piosenek świątecznych. Z resztą, wczoraj rano już padał śnieg, jest chłodno, a ja chodzę już w zimowej kurtce. Co więcej - siedzę wtulona w koc, delektuję się kiślem na kubek - jest pyszny i rozgrzewający, w sam raz na takie wieczory jak dziś. Tak wyglądają uroki studenckiego życia;)
Kiedy wracam w odwiedziny do starych? To b. dobre pytanie, w ten weekend na pewno nie - mam zawalony pracami, do zrobienia, ale w następny - to już będą Mikołajki, więc może wtedy, ale jeszcze pomyślę. To zależy od tego, czy ankiety do pracy dyplomowej, uda się pani promotor sprawdzić. Jak będą oki, to mogę już ruszać w teren. Czas pokaże, jak będzie.
No cóż, to się Wam wyżaliłam co mi na sercu leży.
P.S. Jeśli jeszcze nie oglądaliście, to polecam, w ten piątek Listy do M. Byłam na tym filmie w kinie, 2 lata temu, jak dla mnie jest świetny, taki świąteczny, aż od razu się ciepła atmosfera świąt wokół robi, choć to jeszcze trochę za wcześnie - w święta mogliby to puścić na antenie.
Teraz pozdrawiam Was serdecznie i cieplutko - do kolejnego postu;)
3 tygodnie temu, byłam na weselu swego kuzyna. Było fajnie, choć muszę przyznać, że nie wybawiłam się:( Jak dobrze wiecie, jestem singielką, tak więc byłam na tym weselu bez partnera, ale za to wśród rodziny;) Przynajmniej sobie pogadałam, i potańczyłam z bratem i z tatą. W sumie nic szczególnego.
Potem, jakieś 2 tyg temu, odezwał się do mnie mój były. Miał w tym swój cel, a mianowicie - chciał spróbować ze mną jeszcze raz. Jednak ja się na to nie zgodziłam, z prostych powodów:
po 1 - wiem do czego on jest zdolny -on nie potrafi być wierny, zostawił mnie na dyskotece, i nie poczuwa się do winy. Co więcej, uważa że to moja wina, bo że za mało się nim interesowałam, co prawdą nie jest, gdyż zawsze byłam przy nim i mu pomagałam.
po 2 - on jest za bardzo kochliwy, wylewny i męczący - kochliwy - bo szybko się zakochuje, wylewny - bo użala się nad sobą, i lubi "wypłakiwać się dziewczynie w rękaw" - jak dla mnie to mięczak. Męczący - gdyż lubi zasypywać smsami - jak dla mnie to strata czasu i pieniędzy.
po 3 - za to pocieszanie, czy moją pomoc dla niego, nic nie daje w zamian od siebie, nawet nie pochwali, nie powie dobrego słowa. Powiem więcej - uważa że moja łaska się jemu należy - cóż za arogancja i bezczelność!Chociaż nigdy tak wprost nie mówił, takie odniosłam wrażenie.
po 4 - on mnie szpieguje, a ja nie lubię takich osób.
po 5 - prowadzi gospodarstwo rolne, z hodowlą. Kiedyś powiem Wam że mi to nie przeszkadzało, teraz jednak tak. Przejrzałam jego zamiary. On powiela schemat gospodarzy na wsi - skąd ja pochodzę, i gdzie mnie rodzice w podobny schemat starali wychować. Czyli rola kobiety = typowa kura domowa i pomoc w gospodarstwie i oprzątaniu. (Dowiedziałam się od niego, że z tego powodu, dziewczyna dla której mnie zostawił, od niego odeszła. Wszystko mi opowiedział. A więc tak: po 1 -była z miasta, i nie chciała pomagać w gospodarstwie, bo się na tym nie zna. Po drugie, ona jest po studiach a on po technikum, więc praktycznie niedużo ich łączyło, a więcej dzieliło. Co więcej, on nie chciał, żeby ona pracowała zawodowo, tylko w domu pracowała, jej to nie odpowiadało - dlatego myślę, że to wszystko było powodem jej ucieczki).
Teraz, chciałabym jej pogratulować, bo moim zdaniem dobrze zrobiła. Ten związek, byłby dla niej męczarnią całkowitą.
Dlatego też, z tych właśnie powodów, ja nie zgodziłam się na powrót do niego. W zeszłym tygodniu, kazałam mu się zmywać - no i odszedł, z wielką niechęcią i ogromnym ciężarem mu to przyszło, ale dał mi w końcu spokój z tymi smsami i dzwonieniem. Teraz mam przynajmniej święty spokój, i mogę skupić się na rzeczach ważnych, a nie na nieistotnych.
Co teraz? U mnie zaczyna się już świąteczny nastrój. Zaczynam w wolnych chwilach powoli słuchać piosenek świątecznych. Z resztą, wczoraj rano już padał śnieg, jest chłodno, a ja chodzę już w zimowej kurtce. Co więcej - siedzę wtulona w koc, delektuję się kiślem na kubek - jest pyszny i rozgrzewający, w sam raz na takie wieczory jak dziś. Tak wyglądają uroki studenckiego życia;)
Kiedy wracam w odwiedziny do starych? To b. dobre pytanie, w ten weekend na pewno nie - mam zawalony pracami, do zrobienia, ale w następny - to już będą Mikołajki, więc może wtedy, ale jeszcze pomyślę. To zależy od tego, czy ankiety do pracy dyplomowej, uda się pani promotor sprawdzić. Jak będą oki, to mogę już ruszać w teren. Czas pokaże, jak będzie.
No cóż, to się Wam wyżaliłam co mi na sercu leży.
P.S. Jeśli jeszcze nie oglądaliście, to polecam, w ten piątek Listy do M. Byłam na tym filmie w kinie, 2 lata temu, jak dla mnie jest świetny, taki świąteczny, aż od razu się ciepła atmosfera świąt wokół robi, choć to jeszcze trochę za wcześnie - w święta mogliby to puścić na antenie.
Teraz pozdrawiam Was serdecznie i cieplutko - do kolejnego postu;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)